sobota, 22 grudnia 2012

- 5 -



                Obudziły mnie głośnie krzyki dochodzące z dołu, więc nie miałam szans na dalsze spanie. Przeciągnęłam się i wstałam z łóżka podążając do łazięki trochę się ogarnąć i iść do szkoły. Umyłam włosy, wyprostowałam je i męczyłam się aby moja grzywka wyglądała jakoś normalnie. Byłam już w pełni funkcionalna nie zamykały mi się oczy i na twarzy nie było widać moich nie doskonałości. Poszłam do pokoju wybrać jakieś ciuchy, ubrałam się i zeszłam na duł gotowa. Weszłam do kuchni w której nikogo nie było. Wzięłam jabłko i poszłam ubrać buty bo nie chciałam znów spóźnić się do szkoły. Miałam już wyjść kiedy za mną pojawił się Zayn chciałam go zignorować ale zablokował mi drzwi i nie chciał wypuścić z domu.
- Przepuść mnie bo spuźnie się do szkoły - chciałam się przepchać pomiędzy nim a ścianą
- Przepraszam jak cie wczoraj uraziłem nie wiedziałem że słuchasz - powiedział 
- Nawet jakbym nie słuchała nie powinieneś tego mówić - wkurzyło mnie to co powiedział 
- Wiem - przerwałam mu
- Skoro wiesz to przepuść mnie bo chce iść do szkoły nie chce oglądać kogoś takiego jak ciebie- odepchnęłam go na bok i wyszłam
Droga do szkoły strasznie mi się dłużyła nie pojechałam autobusem bo tam zawsze są jacyś idioci z mojej szkoły i po prostu wole chodzić na nogach. Doszłam pod budynek szkolny po 30 minutach i jak zwykle się spóźniłam. Szybko wbiegłam do klasy i jak zawsze opieprz od nauczyciela. Jak ja tego nie lubię !
- Ashley znów się spóźniłaś - powiedziała nauczycielka 
- Ja nie chciałam się spóźnić nawet wyszłam wcześniej z domu - powiedziałam 
- Uuuu.. ciekawe z czyjego domu - powiedziała jedna suka którą nie trawie po prostu
- Zamknij twarz - powiedziałam jej 
- Przestańcie się wyzywać - powiedziała babka od Francuskiego - Usiądź - dodała
Zrobiłam to co powiedziała i usiadłam w ławce z samego tyłu. Lekcja minęła dość szybko nawet było spoko. Przerwa jak to przerwa poszłam po książki do mojej półki jak zawsze musiała się znaleźć picza która przyczepiła się do mnie ze swoimi przyjaciółeczkami.
- Widziałam cie w gazecie - powiedziała
- Hahaha mnie w gazecie ale śmieszne - zaśmiałam się jej w twarz
- przyczepiłaś się do Malika i jego kolegów fajnie jest ? - zapytała z sarkazmem 
- Zajebiści - odpowiedziałam jej z uśmiechem
Nie przejmowałam się jej opiniami o mnie bo to tylko pusta chirliderka 
- I tak nie dorównasz mi nigdy nie będziesz taka jak ja bo ja jestem najfajniejsza i, i ty nic nie możesz mi zrobić bo pójdziesz do dyrki - Uśmiechnęła się 
Chyba nie umiała nic lepszego wymyślić naprawdę a to ja myślałam że jestem dziwna i nie umiem zgnoić nikogo ale ona mnie pobiła < HAHAHA >
- Wcale nie chce ci dorównać bo nawet nie dorastasz mi do pięt i lepiej zabierz te twoje pasztety bo się zżygam - zrobiłam gest rękom i wyminęłam je bo zadzwonił dzwonek.
Kolejne 4 lekcje były tak nudne że prawie na połowie spałam a na drógirj połowie rysowałam po zeszycie. Ale mam talent. Awwww.....

Nareszcie koniec ostatniej lekcji teraz tylko szybko iść do domu przeżyć do końca ten dzień i zacząć kolejny. 
Wyszłam ze szkoły i poszłam w stronę domu. Zahaczyłam jeszcze o budkę z jedzeniem i ruszyłam prosto do domu nie zatrzymując się już nigdzie. Weszłam zmęczona po dniu w szkole. Poszłam do kuchni po jakiś napój i usiadłam na kanapie w salonie. Oglądnęłam jakiś film w chwili spokoju bo dzicz poszła na próbę. Chwila spokoju dla uszu nie trwała za długo zdążyłam obejrzeć do końca ten film leciały napisy i przyszli wydzierając się na cały dom 
- Jesteśmy !! - krzyknęli razem 
- Nie da się nie zauważyć - powiedziałam 
- Czemu taka jesteś - zapytał Louis
- Ja ? niby jaka jestem. Hmm ? - zapytałam go
- Taka wredna dla ludzi którzy chcą cie poznać - odpowiedział mi 
- Bo nie jestem miła takie jest wytłumaczenie twojego pytania, bo nie chce się z wami zaprzyjażniać bo z tego i tak nic nie wyjdzie wy pojedziecie w trasę i zostanę sama - popatrzyłam na niego - znów sama - dodałam i ze łzami w oczach poszłam do swojego pokoju.     
Okąpałam się i chciałam iść spać nie miałam na nic ochoty zepsuli mi humor gdy przekroczyli próg domu. Usłyszałam pukanie do drzwi westchnęłam i odpowiedziałam na pukanie krótkim <proszę>. W drzwiach pojawił się Lou nie chciałam z nim rozmawiać więc odwróciłam się do niego plecami i zajęłam się układaniem ciuchów w szafie.
- Chciałem cie przeprosić za tamto - powiedział prawie bezdzwięcznie 
- Rozumiem - powiedziałam nie odwracając się 
- Ash cholera popatrz na mnie bo nie będę spał w nocy - mówił jakby miał się rozpłakać 
Odwróciłam się do niego a on podszedł do mnie bliżej i złożył na moich ustach delikatny pocałunek i odsunął się 
- Jeszcze raz przepraszam - powiedział i wyszedł 
Dotknęłam moich warg pierwszy raz pocałował mnie ktoś tak wspaniale, tak delikatnie, tak namiętnie ale zarazem prawie nie dotykając ust. Nie wiedziałam co mam robić stałam jak sparaliżowana, Ale co to miało znaczyć jakieś wyznanie czy co ? Położyłam się w łóżku, nie mogłam zasnąć całą noc myślałam o tym zajściu u mnie w pokoju. Nie mogłam wytrzymać wyszłam z łóżka popatrzyłam na zegarek była 2 w nocy wszyscy spali więc poszłam na dół zobaczyć co jest do jedzenia w lodówce i może przestane o tym myśleć. Zeszłam do kuchni wyjęłam z szawki zapewne nutelle Niall'a może mi wybaczy a jak nie to zabije. Posmarowałam sobie jedną kromkę i usiadłam przy stole. Usłyszałam że ktoś schodzi po schodach szybkim ruchem ręki odłożyłam ją na miejsce i jak gdyby nic usiadłam na krześle i dokończyłam kromkę. Odwróciłam się żeby zobaczyć kto to myślałam że to Lou ale to nie był on.



-------------------------------------------------

No to jest rozdział 5 podoba się ?
Trochę dłuższy niż poprzednie ale to z powodu że zaczynają się święta i nie mam co robić 
To tyle dziękuje tym którzy to czytają 
za to że są ze mną choć nie komętują moich postów...

poniedziałek, 17 grudnia 2012

- 4 -



             Droga do miejsca zajęła nam nie całe 5 minut ale już od ich pierwszego zobaczenia wiedziałam że to skończeni idioci i że jednak chce się przeprowadzić jak najszybciej. Ahh tak zapomniałam powiedzieć Zeyn'owi że pomieszkam u nich tylko tydzień a potem rodzice przyjadą i przeprowadzimy się do centrum Londynu bo teraz mieszkam w Brentford miła okolica choć nie ma w niej nic ciekawego a moim wspaniałym rodzicom nie chce się dojeżdżać i tak oto postanowili się przeprowadzić ale z jednej strony się ciesze bo nie będę mieszkać w tej samej dzielnicy co ci ludzie z którymi właśnie musiałam siedzieć przy stoliku. Myśli w mojej głowie nie miały sensu bo przecież po co mam mówić Zayn'owi że się przeprowadzam, przecież i tak go to nie będzie interesować. Z moich zaciętych przemyśleń wyrwał mnie mówiący osobnik ubrany w paski.
- A ty co chcesz do jedzenia ? - zapytał 
- Nie jestem głodna ale może być sok pomarańczowy - opowiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam 
- No to jak masz piękna dziewczyno na imię - popatrzył na mnie zielono oki człowiek z wielkimi lokami na głowie
- Ależ to miłe jak ktoś mówi że jest się pięknym tylko dlatego żeby się podlizać - uśmiechnęłam się do niego
Nie mogłam z nimi wytrzymać cały czas zadawali te denne pytania a Zayn'a gdzieś wciągło i nawet nie miałam z kim pogadać. Wstałam ze swojego miejsca przeprosiłam blondyna aby mnie przepuścił bo chcę się przewietrzyć. Zrobił to bez żadnych nie potrzebnych spojrzeń ani pytać. Wyszłam z tej całej kawiarenki i poszłam gdzieś na bok żeby zapalić. Odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się.
Miłe uczucie kiedy wiesz że to cie relaksuje ale zarazem zabija. Cała złość na tych całych członków tego zespołu mnie opuścił. Stałam oparta tyłem do jezdni żeby czasem mnie nie zobaczył jakiś sąsiad że pale bo od razu by poszli pod kablować mnie rodzicą a tego nie chciałam. Znów się zamyśliłam i myślałam że dostane zawału gdy się odwróciłam. Za mną stał Zayn i badawczo mi się przyglądał. Zgasiłam nie dopalonego papierosa i próbowałam go ominąć ale on chwycił mnie dość mocno za ręka aż mnie zabolało.
- Ała - krzyknęłam
- I czego się drzesz - zapytał mnie 
- No ja jednak jestem trochę bardziej delikatna od ciebie -  powiedziałam wyrywając się z uścisku i podążając w stronę wejścia do kawiarni.
- Przestań to robić - zawołał za mną ale bo zignorowałam 
Wkurwił mnie i to bardzo. Weszłam do środka i usiadłam na miejsce nie patrząc na nikogo za mną wszedł Zayn trzaskając drzwiami i wszyscy skierowali wzrok na niego. Nie obeszło się bez tego że dość spora grupka osób podbiegł do niego i robili sobie z im zdjęcia. Całe zajście się skończyło i mulat usiadł obok mnie. Odsunęłam się od niego tak że zmieściła by się po między nami jeszcze jedna osoba. Zayn przypomniał sobie że zapomniał nas sobie przedstawić. Już wiedziałam że ten w paski to Lou, blondasek który dużo je Niall, Liam ten spokojny i okropny gość który myśli że wszystkie laski na niego lecą Harry. Wszyscy zjedli wypili swoje napoje i pojechaliśmy do domu w którym obecnie mieszkałam. 
Nareszcie mogłam iść do pokoju włączyć swojego laptopa sprawdzić co tam nowego piszą na portalach plotkarskich wejść na twittera i posłuchać piosenek które moje uszy dawno nie słyszały. Poszłam wziąść prysznic i przebrać się w trochę bardziej wygodniejsze ciuchy. 
Zeszłam po schodach na dół do kuchni żeby coś zjeść i niestety taki pech że natknęłam się na gadających w salonie chłopców i postanowiłam podsłuchać o czym tak dyskutują.
- Ej stary niezłą laska z tej twojej 
- Jakiej mojej wy naprawdę myślicie że ja chciałbym taką pyskatą laskę która na dodatek pali - powiedział na pewno Zayn
O nie, nie będzie o mnie mówił że jestem jakąś pyskatą laską może nie błyszcze urodą ale na pewno jestem ładniejsza od niego i nie oszpecam się tatuażami. Miałam ochotę iść tam i przywalić mu w pysk ale się powstrzymałam, chciałam posłuchać innych informacji na mój temat. 
- Pali ? - zapytał go chyba Lou - No to idealnie pasujecie do siebie - dokończył
Ooo.. czego ja się dowiaduje szanowny Zayn Malik który mnie poucza sam powinien się popatrzyć na siebie 
- Dobra skończcie - powiedział trochę wkurzony 
Usłyszałam zbliżające się kroki w stronę kuchni szybko zajęłam się przygotowywaniem jakiegoś jedzenia żeby nie zorętowali że ich podsłuchiwałam. Do kuchni wleciało stado małp i wszyscy wkleili wzrok we mnie.
- Źle wyglądam - zapytałam ich z prze cudownym uśmiechem 
- Ymm.. nie, nie wyglądasz źle ale ty.. yyy ... chyba yyy nie słyszałaś - zapytał mnie jąkający się Zayn
- Wmawiaj sobie - powiedziałam i z kromką w ręku poszłam na górę do pokoju. Zamknęłam drzwi za klucz, chciałam mieć chociaż trochę swobody. Uczesałam sobie warkocza i włączyłam jakiś film na laptopie. Tak spędziłam połowę nocy i zasnęłam około 3 nad ranem.


----------------------------------
No to kolejny rozdzialik 
Podoba się ?? No bo mi nawet 
Proszę was bardzo o te cholerne komentarze bo widzę że nikt nie czyta tego bloga
i nie jestem za bardzo z tego szczęśliwa

piątek, 7 grudnia 2012

-3-



          Obudził mnie dzwoniący budzik. Niechętnie sięgnęłam sięgnęłam ręką po telefon i wyłączyłam budzik. Przykryłam się kołdrą i postanowiłam że nie pójdę do szkoły a Matt'a ktoś zawiezie do przeczkola. Nie upłynęło 15 minut i rozległo się pukanie do moich drzwi.
- Śpię... nie wchodzić - prawie krzyknęłam ale zagłuszyło to poduszka na której leżałam.
Drzwi do pokoju otworzyły się. 
- Boże znowu on - pomyślałam w myślach 
Do pokoju wszedł ciemny chłopak którego wogóle nie znałam i nawet nie wiem jak ma na imię, może mi się przedstawiła ale zapomniałam. Usiadł na moim łóżku i milczał. Nie zwracałam na niego uwagi tak jak wtedy w parku. Nie miałam z nim tematów do rozmowy, no bo o czym z nim mogłabym rozmawiać ? o tym jaka jest pogoda albo, nie ma albo tylko o tym jaka jest pogoda. Zero tematów do żeby z nim pogadać. 
- Nie idziesz do szkoły - zapytał 
- Nie - wydukałam
- Czemu ? coś nie tak - znów zadał pytanie na które nie miałam siły odpowiedzieć
- Yhym - tylko na tyle było mnie stać nawet nie wiem o co mnie zapytał 
- Yhym czyli? - kolejne beznadziejne pytanie z jego strony
- Człowieku czy ty nigdy nie odpuścisz ? - zapytałam go podnosząc głowę
- Narazie nie mam zamiaru odpuszczać - powiedział
- To radze ci to zrobić, a teraz wyjdź - pokazałam palcem na drzwi
- Wyjdę tylko z tobą - uśmiechnął się 
Boże co innego miałam zrobić ten człowiek nie chciał odpuścić naprawdę dziwny.. 
- No dobra pójdę ale pierwsze muszę się przebrać - powiedziałam i ruszyłam w stronę garderoby.
Wybrałam ciuchy w których miałam zamiar iść do tej beznadziejnej szkoły i poszłam do łazięki wziąć poranną toaletę. Ubrałam się zrobiłam ciemniejszy makijaż taki żeby pasował do ubioru i zrobiłam wysokiego kucyka jak zawsze. Na dworze o dziwo tak jak i wczoraj było dosyć ciepło. Wyszłam z łazięki i stanęłam przed chłopakiem który nadal siedział na moim nie pościelonym łóżku i wpatrywał się we mnie jakbym była jakaś inna ale pomińmy to.
- No to chodźmy - powiedziałam od niechcenia - a tak wogóle jak masz na imię bo jakoś muszę się do ciebie zwracać ? - zapytałam go 
- Ach tak ty nie wiesz - powiedział 
- Czego mam nie wiedzieć może wiem powiedz mi - domagałam się aby mi powiedział to czego niby nie wiem 
- No więc jestem członkiem jednego ze sławniejszych Boysbandów - odpowiedział mi - A tak to jestem Zayn 
Zrobiłam minę typu wtf bo nie nie wiedziałam o jakim zespole on mówi ale niech mu będzie.
- A ty zdradzisz swoje imię - zapytał 
- Ashley - powiedziałam obojętnie
Przepuścił mnie w drzwiach i poszliśmy obaj do kuchni zjeść śniadanie. Usiadłam na krześle przy stole i wzięłam jabłko bo nie lubię się przejadać z rana. Zayn zjadł dwie kromki z czymś co śmierdziało i poszedł się ubrać w coś do wyjścia.
Nie było go jakieś 20 minut ale jak już wrócił było widać że dobry gust i zna się na modzie i te jego perfumy były cudowne. 
- To jedziemy autem bo nie pójdziemy chyba na nogach - powiedział 
- No dobra ale szybko bo mam 15 minut i znów się spóźnię - popędzałam go
- Nie spóźnisz się bo i tak nie będziesz mieć dziś lekcji - uśmiechnął się do mnie i popatrzył mi się w oczy, nie mogłam oderwać wzroku od niego czułam że nie mam władzy nad moim ciałem ale w końcu ogarnęłam się i wyszłam z domu. Wsiedliśmy obaj do auta całą drogę milczałam nie chciałam się skompromitować kolejny raz. Dojechaliśmy pod moją szkołę i wyszłam z auta. Szybszym krokiem szłam do szkoły żeby nikt nie zauważył że wyszłam z tego całego auta. Niestety nie udało mi się chłopak podbiegł do mnie i szedł koło mnie krok w krok. Irytowało mnie to że każdy się na mnie gapił doszliśmy do sali gimnastycznej gdzie znajdowało się już naprawdę dużo ludzi. Chciałam usiąść na ławce tam gdzie było miejsce ale Zayn pociągnął mnie za rękę i prowadził mnie tam gdzie wisiała niebieska kutyna. Weszliśmy za nią gdzie znajdowało się naprawdę dużo osób, przeszliśmy przez największy tłum i znaleźliśmy się w "Garderobie" w której znajdowało się jeszcze czterech chłopaków.
- No siema gdzieś ty był tyle czasu - zapytał go taki w lokach
- Byłem w domu i miałem mały problem - powiedział 
- Jaki problem chyy - zapytał go blondasek 
Zayn znów mnie pociągnął tak że stałam przed nim a reszta gapiła się we mnie, było to krępujące.
- No nieźle Zayn w końcu znalazłeś sobie jakąś laskę - powiedział taki jakiś dziwny chłopak w koszulkę w paski
- O nie, nie to nie jest mój chłopak ja go nawet nie znam i co to jest za szopka może mi ktoś wytłumaczyć co się dzieje w mojej szkole - powiedziałam z podniesionym tonem
- Spokojnie mała - znów wziął głos ten w paski 
- Jaka mała gościu popatrz się na siebie ty też nie jesteś za wielki - powiedziałam a on troszkę się speszył a jego koledzy zaczęli komentować  -" stary baba cie zgnoiła " " jakie upokożenie "
- Ej spokój - wtrącił się Zayn - Myślałem że będziecie normalni po prostu chciałem wam przedstawić Ashley - pokazał na mnie - a wy zachowujecie się jak skończeni idioci - skarcił ich a ja siedziałam cicho tylko się uśmiechnęłam że ktoś wkońcu stanął w mojej obronie. Prawdziwy dżentelmen <haha>.
- Za 5 minut wchodzicie - zawołała jakaś kobietka  
- Przepraszam cie Ashley ale muszę już lecieć usiądź gdzieś na widowni i poczekaj na mnie potem cie zwolnię i pojedziemy coś zjeść - powiedział i puścił mi oczko 
Boże co on sobie myśli że polecę na jego zabójczy uśmiech i piękne oczy ? Myli się nie jara mnie takie coś, no może trochę. Usiadłam na trybunach tak jak mi kazał i przyglądałam się całej tej akcji bo nie miałam pojęcia o co chodzi. Wszystkie dziewczyny wydzierały się i wołały coś typu " One coś tam" nie wiem ale ja nie znam tego zespołu. Po 5 minutach tak jak mówiła ta baba pojawili się na podeście który stał na środku sali a one zaczęły jeszcze bardziej kwiczeć. Zaczęli coś mówić że są ty dlatego że nasz wspaniały nauczyciel zaproponował im koncert charytatywny w którym przeznaczą pieniądze na czyjeś tam leczenie. Zaczęli śpiewać, jak można nazwać to śpiewaniem a tłumy które siedziały za mną dołączyły do nich w refrenie.
Cała ta szopka trwała 2 godziny a potem jak Zayn obiecał zwolnił mnie z reszty lekcji i poszliśmy do restauracji z tą całą resztą tego zespołu.


--------------------------------------------

No to kolejny rozdział :D
podoba się bo mi niezbyt 
wogóle nie ma sensu i jest nudny 
Ale bardzo was proszę o komentarze 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

-2-



       Tego dnia jakoś dziwnie byłam wyspana, nie czułam zmęczenia. Wiedziałam że jest coś nie tak bo jeszcze nigdy w poniedziałki takie coś mi się nie zdarzyło. Spojrzałam na zegarek 10.48 o kużwa zaspałam. Szybko wstałam z łóżka, poleciałam do łazienki troche sie ogarnąć włosy spiełam w wysokiego kucyka i poszłam wybrać jakieś ciuchy. Szybko przebrałam się i zleciałam na dół do kuchni. Wzięłam jabłko i ubrałam buty. Szybkim krokiem szłam do szkoły już po 20 minutach byłam na miejscu weszłam do szkoły i pobiegłam do klasy w której miałam lekcje. Musiałam wybiec na 3 piętro. Dlaczego w tej szkole nie ma windy... Weszłam do klasy 28 i nastąpiła cisza.
- Pani Colder przychodzi jak typowy dyrektor jakiejś firmy na taką godzine jaką chce - powiedziała ta wredna baba od Francuskiego - Czy nigdy nie uczyli panią że najważniejsza jest punktualność  ? - zaś jej twarz się otworzył.
- Widzi pani jednak mnie nie uczyli - powiedziałam - i jakby pani mogła się przesunąć bo chce usiąść w ławce tak jakoś rozbolały mnie nogi - ominęłam ją i usiadłam na swoje miejsce
Lekcja jak zawsze nudna myślałam że zabije sie o ściane. Cały czas pieprzyła coś po Francusku i zadawała daremne pytania które i tak nikt nie rozumiał tylko jedna taka nawet nie pamiętam ja ma na imie. Nareszcie zadzwonił dzwonek wszyscy wyszli w jak najszybszym tępie z klasy i jak zwykle ta jędza musiała mnie zatrzymać
- Chwileczke Ashley poczekaj - powiedziała tym prze uroczym głosikiem 
Yhy zaczyna sie zaś będzie prawić mi kazanie ze jak to można spóźnić się do szkoły że kiedyś wyląduje na ulicy i będę zamiatać park.
- Słucham - powiedziałam
- Czemu znów spóźniłaś się na lekcje, dość że miałaś na 9 do szkoły to jeszcze sie spóźniłaś będę musiała zadzwonić do twoich rodziców - powiedziała stanowczo
- A niech pani sobie dzwoni i tak sie tym nie przejmą, nie interesuje ich to cy chodze do szkoły czy wagaruje - powiedziałam obojętnie i chciałam wyjść
- Ashley czy masz jakieś problemy - zapytała 
- Nie mam żadnych problemów a nawet jakbym miała co pani do tego, kim pani niby jest, zwykłą nauczycielką która nie ma żadnych praw wobec ucznia i niech pani przestanie prawić mi kazań bo to i tak nic nie da żyje tak jak ja chce a nie tak jak mi inni kazują - Nauczycielce zaczęły lecieć łzy z oczu więc wyszłam z klasy i trzasnęłam drzwiami
Nie chciałam siedzieć na reszcie nudnych lekcjach więc poszłam na stadion usiadłam na trybunach. Odpaliłam papierosa i mocną się zaciągłam czułam jak całe moje wnętrze przechodzi miły dreszcz. Siedziałam jeszcze chwilę i miałam już wstawać kiedy dzonek mojego telefonu zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz numer nieznany. Odebrałam 
- Halo 
- Ashley - zapytał męski głos 
- tak a kto mówi - odpowiedziałam 
- Jestem znajomym twojego taty, pracuje razem z nim i mam ci przekazać że obaj twoi rodzice wyjechali w sprawie pracy i kazali cie poinformować żebyś spakowała siebie i swojego brata i macie się przeproadzić tymczasowo do mnie - powiedział mi to co kazali mu rodzice 
- Ale po co przecież ja sobie dam rade Matt może jechać do pana ale ja nie musze jestem dorosła i nigdzie sie nie ruszam z domu - powiedziałam podniesionym tonem 
- Prosze cie uspokój się ja robie to tylko i wyłącznie dla twojego taty i dla waszego bezpieczeństwa więc zrób to o co cie prosze i przyjedz do mojego domu czekam na ciebie - powiedział i rozłączym się 
Zajebiście teraz jeszcze musze mieszkać z jakimś gościem którego znam tylko imie i wiem jak wygląda. Poszłam do przeczkola do którego uczęszczał Matt odebrałam go, oczywiście wredne opiekunki nie wierzyły mi że jestem jego siostrą i jakieś 30 minut przegadywały się ze mną że nie moge go odebać jak nie mam ukończonych 18 lat. Tak jak zawsze wyszło na moje i wzięłam Matt'a. Po 40 minutach byliśmy w domu bo to dziecko chciało iść jeszcze coś zjeść. Weszliśmy do domu zamknęłam drzwi i kazałam iśćmu się spakować jak na razie tylko na tydzień. Sama poszłam do swojego pokoju, wyciągnęłam  jakąś większą torbe spakowałam do niej tyle ciuchów ile sie zmieściło wzięłam wszystkie moje kosmetyki i przebrałam się w jakieś ciuchy które wpadły mi w ręce. Zeszłam na dół już gotowa poszłam do kuchni na lodówce wisiała kartka 
-Kochana Ashley-
Wiem że to czytasz i chcę cie bardzo przeprosić za to że nie powiedziałam ci tego wczoraj ale tak się stało że nie było okazji. Chciałam cię tylko poinformować że będziecie mieszkać tym czasowo u Ben'a. Jest ona naprawde wspaniałym człowiekiem razem z tatą znamy go bardzo długo więc dlatego postanowiliśmy że będziecie mieszkać u niego. Spakuj się prosze i pomóż też Matt'owi. 
Jeszcze raz bardzo cię przepraszam 
-Mama-

Dlaczego nie możecie być normalnymi rodzicami, takimi którzy bardziej przejmują się własnymi dziećmi niż pracą - Powiedziałam pół szeptem
- Ashley czemu nie ma mamy ani taty - Matt przyszedł do mnie i sie przytulił 
Pierwszy raz zrobił coś takiego a wtedy we mnie coś pękł
- Nie wiem dlaczego, pojechali w sprawie pracy - powedziałam prawie płacząc 
Pomogłam dopakować sie Matt'owi, wziął on swojego miśka i zeszliśmy razem na dół. Przepuściłam go w drzwiach i wyszłam od razu za nim zamykając je. Zamówiłam taksówkę bo nie chciało mi sie iść na nogach. Czekaliśmy n nią 10 minut, kiedy przyjechała podałam jej adres i zawiozła nas tam w około 15 minutach. Zapłaciłam kierowcy i porzegnałam sie z nim. Zadzwoniłam na domofon który był przed bramą a dom wyglądał tak :  
Usłyszałam znany głos mężczyzny który mówi w domofonie 
- Dzień dobry to my - powiedziałam obojętnie
- Prosze wchodzcię - powiedział miłym głosem 
Brama zaczęła się otwierać a ja razem z bratem weszliśmy do środka. Stanęliśmy przed drzwiami i czekaliśmy aż ktoś nam je otworzy. W końcu przyszedł Ben i nam je otworzył. Pokazał nam swoje pokoje i kazał się rozgościć. Weszłam do niego i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Pokój był wielki w kolorach czerwieni i jasnego popielu ciemne meble idealnie pasowały do wielkiego łóżka i koloru ścian. W pomieszczeniu znajdowało się troje drzwi. Jedne wejściowe drugie wiadomo że do łazienki a trzecie gdy otworzyłam doznałam szoku wielka garderoba a w dodatku wypełniona ubraniami i wszystkie idealnie pasowały na mnie. Nie mogłam powstrzymać się od wyznawania szczęścia. Postanowiłam rozpakować także i moje ciuchy które z ledwością zmieściły się na półki. Wzięłam pierwsze lepsze rzeczy i poszłam wziąść szybki prysznic. Łazienka też była wspaniała. Płytki koloru czarnego i wstawki czerwonego wspaniale. Okąpałam się szybko i przebrałam się w dresowe spodnie i do tego założyłam czarną bokserke. Zeszłam na dół do kuchni żeby przygotować sobie i Matt'owi kolacje a tam był ten gość z którym się widziałam wczoraj w parku, odrazu się we mnie zagotowało
- O cześc to ty z parku - powiedział szeroko uśmiechając się 
- No ja a to takie straszne, niestety od dziś będziemy razem mieszkać  - powiedziałam niezbyt zadowolona 
- To super poznasz moich kumpli jutro wpadną - nadal się uśmiechał 
- yhym - odpowiedziałam mu tylko tyle 
Jaki on był przystojny poprostu ciacho. Ciemna karnacja nie wygląda na grzecznego pare tatuaży na ręcei ten zabójczy uśmiech i jego czekoladowe oczy. Mmmmmm. 
Przygotowałam sobie i bratu kromki i poszłam je jemu znieść. Weszłam do pokoju jak on słodko spał taki malutki bezbronny chłopczyk.. Boże co ja mówie przecież to dzieciak który zawsze mi dokucza. Poszłam do swojego pokoju, zjadłam dwie kromki i poszłam spać.


-------------------------------

No to tyle troche dłuższy bo miałam wene 
Następny może za tydzień ale nie obiecuje 

piątek, 16 listopada 2012

-1-



         Ubrałam się jakoś ładnie żeby się cieszyła ale wogule nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Na polu było zimno i padał deszcz. Pomalowałam się delikatnie, rzęsy pogrubiłam tuszem i przejechałam bezbarwną szminką moje usta. Spięłam włosy w niechlujnego koka i zeszłam na dół. Mama się uśmiechała gdy zauważyła jak wyglądam. Czekaliśmy jeszcze na tatę a mama poszła ubrać Matt'a. Wyszliśmy z domu i szybko weszliśmy do samochodu. Droga do restauracji zajęła nam 10 minut. Z udawanym uśmiechem na twarzy weszłam do restauracji. Usiedliśmy przy stoliku dla czterech osób. Kelner przyniósł nam kartę dań i napojów. Rodzice zamówili coś z mięsem, Matt jak zawsze wziął naciosy a ja z racji że jestem wegetarianką wzięłam sałatkę. Czekaliśmy na jedzenie jakieś 20 minut ja dostałam pierwsza bo sałatkę nie robi się długo. Czekałam aż wszyscy dostaną zamówione jedzenie.
Zjedliśmy wszyscy razem oczywiście Matt miał jakiś problem do mojego ubioru.
- Czemu ona jest tak dziwnie ubrana - zapytał wskazując na mnie palcem
- Matt nie pokazuje się palcem - opieprzyła go mama a ja po cichu się zaśmiałam
- A ty Ashley z czego się śmiejesz ? jest to takie zabawne ? - zapytał ojciec
- No co jak gówniaż ma 5 lat i się go uczy od małego że palcem się nie pokazuje to naprawdę trzeba mieć coś z głową - znów się zaśmiałam
- Mamooo - przeciągnął - ona mnie obraża i jest głupia - Matt wkońcu powiedział dobrze jakieś zdanie
- Ashley zachowuj się - skarciła mnie wzrokiem mama
- Ja się mam zachowywać ? To wy popatrzcie na siebie, odwalacie tu jakąś szopkę żeby ludzie myśleli że jesteśmy wspaniałą kochającą się rodziną . Udeżcie się w główke może pomoże - powiedziałam to trochę głośniej i wszyscy ludzie się na nas patrzyli
Wstałam i wyszłam z restauracji. Na zewnątrz nadal padało ale nie obchodziło mnie to. Gdy doszłam do parku przestało padać ale moje blond włosy były całe mokre. Usiadłam na ławce i odpaliłam papierosa. Największy zabójca organizmu ale niestety jestem uzależniona od tego gówna a żeby pokonać to trzeba mieć dużo siły i wsparcie w bliskich, a ja wsparcia nie mam.
Siedziałam na ławce i łzy dobrowolnie spłynęły mi po policzku. Nie wiedziałam co się dzieje poprostu coś w środku pękło ta tarcza którą zawsze się zasłaniałam a teraz tak poprostu jej nie ma. Dopaliłam papierosa i kolana przyciągnęłam do klatki piersiowej. Zamknęłam oczy i myślałam nad tym czy rodzice naprawdę mnie kochają, jak by ta było to by nie zachowywali się tak. Poczułam jak ktoś usiadł obok mnie. Nie podniosłam głowy ani nie otworzyłam oczu. Ten ktoś siedział cicho aż nagle się odezwał :
- Problemy ? - zapytał
Otwierając oczy podniosłam głowę a nogi spuściłam z ławki. Popatrzyłam na niego był bardzo przystojny, trochę starszy ode mnie ale nie odpowiedziałam mu bo mógł to być pedofil albo ktoś inny. Zawlókłby mnie do krzaków, zakleił twarz taśmą, ręce i nogi związał i jeszcze by mnie zgwałcił.
- Też przychodzę tutaj jak mam problemy - powiedział
- Gościu co ty jesteś jakiś pedofil i gwałciciel - powiedziałam z podniesiony totem
- Ja gwałciciel ? - zapytał i wskazał na siebie
- nie kurwa ja, a widzisz tu kogoś kto podchodzi do bezbronnej dziewczyny i pyta się jej czy ma problemy - wstałam z ławki
- Nie jestem żadnym pedofilem poprostu chcę pomóc - odpowiedział
- Zajmij się lepiej swoimi sprawami chyba że masz tak nudne życie że wtrącasz się w czyjeś - powiedziałam i odeszłam w strone domu
Szłam jakieś 40 minut po drodze wypaliłam trzy papierosy. Tuż przed domem wzięłam gumę miętową zeby rodzice nie poczuli że paliłam. Wzięłam dwa duże oddechy i weszłam do domu, drzwi zamkłam na klucz i skierowałam się do pokoju. Wzięłam swoje żeczy i poszłam do łaziki okąpać się. Ubrałam się w pidżamei weszłam do swojego pokoju. Rozścieliłam łóżko i poszłam spać. Nie mogłam snąć ale wkońcu udało mi się.



------------------------------------------------

I co podoba się ?/
Tak jak obiecałam dodałam dziś rodział 1
To do jutra.. dodam 2 rodział :D

Prolog


            Siedziałam na oknie wpatrując się w przejeżdżające auta. Nic ciekawego, jedno niebieskie, drugie czarne i jeszcze inne zielone. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać a szczególnie z rodzicami. W ten dzień akurat byli w domu, znów by się pytali gdzie Idę, z kim i o której wrócę. Kiedy mieli dzień wolny byli strasznie opiekuńczy ale gdy pracowali zostawiali tylko kartkę przyczepioną do lodówki, że wrócą późno, że mam zrobić Matt'woi jedzenie, odrobić lekcje i nigdzie nie wychodzić bo mój młodszy brat zostanie sam w domu. Mało mnie to obchodziło że ten gówniaż siedzi sam. Też mam swoje życie i nie będę niańczyć tego bachora który nawet nie umie wypowiedzieć dobrze mojego imienia. Irytowało mnie to gdy przychodził do mojego pokoju i się dar że mam mu zrobić jedzenie bo jak nie to powie mamie.
Zeszłam na dół gdzie siedzieli moi rodzice i Matt. Zrobiłam sobie herbatę i poszłam do swojego pokoju. Nie zdążyłam otworzyć drzwi bo mama się darła :
- Ashley idziemy na kolacje do ten restauracji, ubierz się ładnie i wychodzimy - zawołała
Znów będziemy udawać szczęśliwą rodzinę żeby ludzie widzieli że Edward Colder ma wspaniałą szczęśliwą i jakie mamy ze sobą dobre leracje....



-----------------------------------------------------------

To jak podoba się prolog ??
Mi nie zbyt nie mam czasu na pisanie i dlatego tak żadko dodaje posty.
Teraz jestem chora więc postaram sie jeszcze dziś dodać 1 rodział

poniedziałek, 12 listopada 2012

Bohaterowie

Na sam początek chce poinformować was o czym będzie blog..
Zamieszczać ty będę rozdziały z opowiadaniem.
Nie złośccie się jak rodziały będą krótkie ale musze sie uczyć...
Zaczne od tego że przedstawie wam bohaterów


Aschley Colder


17-sto letnia Ashley

Kiedyś szczęśliwa i uśmiechnięta, teraz zamknięta w sobie i brak uśmiechu na twarzy.
Dziewczyna z nałogami - palenie największy zabujca swojego organizmu.
Zrozumiała to wtedy gdy już było za późno.
Nie zawiera nowych znajomości jest typem samotnika.
Nie lubi jak ludzie wpiepszają się w jej sprawy...
Twierdzi że każdy ma swoje problemy i powinien sie nimi zajmować a nie kogoś innego.

Matt Colder



5-cio letni Matt
Bardzo wesoły. Nie ma zbyt dobrych kontaktów ze swoją siostrą.
Twierdzi że jest głupia i dziwnie się ubiera


 Kimberly Colder


37-mio letnia  Kimberly, matka Ashley  i Matt'a

NIe należy do tych co się bardzo przejmują co robią jej dzieci chce tylko żeby skończyły szkołe i miały dobrą prace, żeby utrzymały swoją rodzine i nigdy nie pozwoliły aby ona się rozpadła.
Uważa że Ashley jest dziewczyną ze swoim charakterem i twierdzi że powinna znaleść sobie przyjaciół.
Edward Colder

40-sto letni  Edward ojciec Ashley i Matt'a
Twierdzi że jest najwspanialszym tatą na świecie i że nie ma lepszego od niego.
Biznesmen który posiada dwie duże firmy w mieście które zna cały świat .
Mało interesuje się losami swoich dzieci ale gdy trzeba się nimi zająć jest obecny przy nich.


wtorek, 23 października 2012

Może na sam początek coś o mnie...

Na sam początek chciałam coś powiedzieć o sobie.
Na imie mam Natalia mieszkam w małej miejscowości na Sląsku obok Bielska Białego.
 
 
Jaka jestem na co dzień ? To zależy od dnia i pogody. Lubie jak pada deszcz, można dużo pomyśleć o swoich problemach i nie tylko. Najczęściej jestem realistką staram się myśleć naprawde tak jak powinno się żyć, nie chce księcia z bajki jak wszystkie dziewczyny, chce chłopaka który będzie interesował się mną bardziej niż kolegami nie będzie sie wstydził trzymać mnie za ręka przy swoich kumplach, który będzie ze mną szczery w każdej chwili który nie będzie mnie okłamywał i który będzie mnie naprawde kochał.
Wiem taki chłopak nie istnieje to tylko moje wymysły ale nie zależy mi na jego wyglądzie tylko na tym co ma w środku.
 
Mój charakter jak to niektórzy stwierdzają jest bardzo trudny nie da sie mnie zrozumieć.
 
W następnych postach może dodam coś jeszcze o sobie ale na dziś to tyle :D
BUZIACZKI :*
 
"Na twarzy uśmiech a w środku smutek i ból"