Siedziałam na oknie wpatrując się w przejeżdżające auta. Nic ciekawego, jedno niebieskie, drugie czarne i jeszcze inne zielone. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać a szczególnie z rodzicami. W ten dzień akurat byli w domu, znów by się pytali gdzie Idę, z kim i o której wrócę. Kiedy mieli dzień wolny byli strasznie opiekuńczy ale gdy pracowali zostawiali tylko kartkę przyczepioną do lodówki, że wrócą późno, że mam zrobić Matt'woi jedzenie, odrobić lekcje i nigdzie nie wychodzić bo mój młodszy brat zostanie sam w domu. Mało mnie to obchodziło że ten gówniaż siedzi sam. Też mam swoje życie i nie będę niańczyć tego bachora który nawet nie umie wypowiedzieć dobrze mojego imienia. Irytowało mnie to gdy przychodził do mojego pokoju i się dar że mam mu zrobić jedzenie bo jak nie to powie mamie.
Zeszłam na dół gdzie siedzieli moi rodzice i Matt. Zrobiłam sobie herbatę i poszłam do swojego pokoju. Nie zdążyłam otworzyć drzwi bo mama się darła :
- Ashley idziemy na kolacje do ten restauracji, ubierz się ładnie i wychodzimy - zawołała
Znów będziemy udawać szczęśliwą rodzinę żeby ludzie widzieli że Edward Colder ma wspaniałą szczęśliwą i jakie mamy ze sobą dobre leracje....
-----------------------------------------------------------
To jak podoba się prolog ??
Mi nie zbyt nie mam czasu na pisanie i dlatego tak żadko dodaje posty.
Teraz jestem chora więc postaram sie jeszcze dziś dodać 1 rodział
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz