poniedziałek, 25 lutego 2013

- 13 -


- Madi - powiedział zszokowany Harry
- Aaaa to wy się znacie - zapytałam uśmiechnięta
- Tak jak by - odpowiedział chłopak
Weszłyśmy do środka i zaczęłam wszystkim przedstawiać moją nową przyjaciółkę, widać było że ją polubili. Madison była zadowolona ale niepokoił mnie jeden fakt skąd Hazza zna jej imię. Siedzieliśmy wszyscy w salonie i oglądaliśmy jakiś daremny film który w ogóle nie miał sensu. Harry cały czas patrzył na moją towarzyszkę i nie wiedziałam o co chodzi, przecież ona powiedziała że chciałaby się z nimi spotkać i pogadać choć na chwilę ale nie wspomniała mi o tym że zna Harry'ego. Nie mogłam się skupić i nie wiedziałam o co mnie pytają osoby siedzące obok mnie, na każde pytanie odpowiadałam tak.
- Tak - odpowiedziałam na kolejne zadane pytanie
- Nie to nie może być prawda - powiedział zszokowany Lou a wszyscy się na niego popatrzyli
- Ale o co chodzi - zapytałam rozglądając się na boki
- Powiedziałaś że jesteś w ciąży - odpowiedział mi blondynek - zdradzisz mi z kim spałaś - zaśmiałam się na to pytanie i spojrzałam na Louis'a tak żeby nikt się nie skapnął że chodzi o niego
- Nie jestem w ciąży idioto - powiedziałam całkiem poważna
- O nie tylko nie idioto - udał obrażonego
- No przepraszam - mocno go przytuliłam i od razu zaczął się uśmiechać
- Przepraszam was ale muszę na chwilkę porwać Madi - pociągnęłam dziewczynę za rękę i weszłyśmy do pierwszego lepszego pokoju.
Chwila niezręcznej ciszy, nikt się nie odzywał a ona patrzyła w podłogę tak jakby nie chciała ze mną utrzymać kontaktu wzrokowego. Nie mogłam wytrzymać chyba powinny należeć mi się jakie kolwiek wytłumaczenia dlaczego Harry zna jej imię.
- Powiesz mi czy mam się jego zapytać bo on  mi na pewno powie a jak nie mi to komuś z chłopców i to będzie na pewno Lou a jak się jego zapytam to nawet się nie zawaha mi tego powiedzieć i ... - nie dokończyłam bo mi przerwała
- Dobra nie kończ powiem ci - spojrzała na mnie
- No to słucham opowiadaj albo czekaj zrobię naszą ulubioną kawę i wtedy wszystko mi opowiesz - zaśmiałam się
- No mówię już - na chwilę przerwała a ja domagałam się dalszych wyjaśnień - Kiedyś dawno jak Harry jeszcze nie był sławny, nie wiem ile miałam lat 15 może 14 i przypadkiem wsiadłam do złego autobusu i znalazłam się w Holmes Chapel, pozwiedzałam  i chciałam wracać ale nie było już autobusów o tej porze - przerwała nabierając oddech - siedziałam na przystanku i przyszedł on oczywiście pytał się co tam robię i gdzie mieszkam bo nigdy mnie nie widział, no i powiedziałam mu wszystko a on zaproponował mi nocleg,następnego dnia wyszłam jak wszyscy spali no i myślałam że nigdy się nie spotkamy - skończyła mówić
- I co nigdy go nie poznałaś na plakatach - zapytałam z wyrzutem
- Zawsze kogoś mi przypominała ale nie mogłam sobie przypomnieć wtedy wiedziałam jak ma na imię nie znałam nazwiska - tłumaczyła się
- No a on cię zapamiętał i co teraz zrobisz - zapytałam ją
- Nie wiem nie mam zamiaru mieszać się w życie gwiazd to było jednorazowe spotkanie i koniec nie powtórzy się - powiedziała i wyszła z pokoju
Mówiąc krótkie pa opuściła dom. Chciałam ją zatrzymać ale stwierdziłam że i tak jej nie dogonię bo zaczęła biec a jest o wiele szybsza ode mnie. Wróciłam do salonu usiadłam na wolnym fotelu i podwinęłam nogi pod brodę. Wszyscy patrzyli się na mnie żebym im wytłumaczyła czemu wyszła i tylko powiedziała pa. Spojrzałam na Styles'a a on miał obojętną minę tak jakby nic się nie stało. Nie wytrzymałam wstałam i wyszłam z ich domu trzaskając drzwiami. Chciałam żeby to Harry wytłumaczył im skąd zna Madison ale on nawet nie drgnął nie wydobył z siebie żadnego dźwięku a wszyscy czekali żebym to ja im wytłumaczyła. Na drodze założyłam kurtkę której nie zdążyłam ubrać w środku chciałam już iść w stronę domu ale ktoś mnie zatrzymał.
- Kimkolwiek jesteś puść moją rękę bo to boli - prawie krzyknęłam a moja ręka poczuła ulgę
- Ash poczekaj co ci powiedziała Madison - powiedział zachrypnięty głos
- Że nigdy już się nie spotkacie i nie chce mieszać się w życie gwiazdy - chyba powiedziałam dobrze - I zanim coś powiesz że mam im to wytłumaczyć to odpowiem ci że nie ja tylko ty, ja nie chce się mieszać w wasze sprawy z przed 3 lat - powiedziałam
On nic nie odpowiadał. Chciałam coś powiedzieć ale wyprzedził mnie
- Nie chce się mieć nic wspólnego z tą dziewczyną i dobrze że tak wyszło - powiedział
Odebrało mi mowę kiedy to powiedział no co za dupek z niego większego nigdy nie widziałam.
- Dobrze że tak wyszło ? - zapytałam go - Czy ty w ogóle siebie słyszysz co mówisz, bo mi się wydaje że nie, ta cała sława namieszała ci tak w głowie że zachowujesz się jak rozpieszczony dzieciak jak zasrana gwiazdunia która myśli że nie wiadomo kim jest, Styles zanim coś powiesz zastanów się 100 razy bo dla mnie już jesteś zerem - powiedziałam i poszłam w stronę domu. Wiedziałam że on nadal tam stoi nigdy nie umie ponieść krytyki.
  Weszłam do domu i nadal nie mogłam uwierzyć że on to powiedział w tamtym momęcie straciłam do niego szacunek nie mogłam na niego normalnie patrzyć w moich oczach już jest nikim.
Próbowałam się skontaktować z Madison ale nie odbierała telefonu, zostawiłam parę wiadomości a nawet nagrałam się na sekretarkę. Poszłam do kuchni zrobić sobie jakąś kolacje bo zbliżała się już 21 i byłam strasznie głodna. Byłam tak zmęczona że wykręciłam numer do pizzerii żeby przywieźli mi małą pizze. Na swój posiłek czekałam 20 minut kiedy zadzwonił dzwonek szybko zbiegłam po schodach otworzyłam drzwi a na moich utach był wielki sztuczny uśmiech.
- Czy pani zamawiała pizze - Gdy zobaczyłam dostawce zaczęłam się śmiać
Za drzwiami stał Louis z dużą pizzą w ręku i miał nawet ubranie które noszą dostawcy.
- Co ty odwalasz - zapytałam go
- Przywiozłem dużą pizze dla dwojga - odpowiedział
- Ale ja zamawiałam małą i to dla mnie samej - wskazałam dłońmi na siebie
- Jezu ty zawsze musisz tak marudzić - zapytał mnie - dość że musiałem zapłacić za dużą pizze dwa razy więcej niż jest w cenniku to jeszcze za to okropne ubranie a ty jeszcze masz jakieś wielkie problemy - mówił jak najęty a ja się śmiałam
- No właź - zaprosiłam go do domu odsuwając się i wskazując ręką że może wejść
Lou położył wielką pizze na stole a ja przyniosłam z kuchni talerze.
Wszystko zniknęło w przeciągu 20 minut i wyszło na to że ja zjadłam więcej niż mój towarzysz.
- Jesteś jak Niall - zaśmiał się
- O nie nie porównuj mnie do niego bo ja jem dużo jak jestem głodna a nie tak jak on - obróciłam się do niego plecami i udawałam obrażoną.
Pocałował mnie w szyje.
- Odejdź - powiedziałam i go odepchnęłam
Jego mina musiała wyglądać komicznie chyba pierwszy raz dziewczyna odrzuciła jego pocałunek. Ale on się nie poddawał i znów mnie pocałował
- Czy ty nie rozumiesz co ja mówię - zapytałam go odwracając się do niego przodem
- Naprawdę jesteś obrażona - zapytał
- Nie no coś ty - zaśmiałam się i złożyłam na jego ustach subtelny pocałunek.
Czas spędziliśmy miło bez żadnych niespodzianek nic się nie działo. Louis wyszedł ode mnie ok 1 w nocy a ja od razu zasnęłam.
 

  * 4 Dni później *
Nareszcie piątek. Siedzę w szkole jest ostatnia lekcja a Madi nie odzywała się do mnie od tego cholernego dna, zamieniała tylko ze mną pojedyncze słowa i odpowiadała krótko na moje pytania.
Dzwonek zadzwonił i wszyscy wyszli z klasy jak zawszę ona się nie śpieszyła spakowała powoli swoje książki i wyszła z klasy. Przeszła obok mnie obojętnie i rzuciła krótkie "cześć"
- Madi poczekaj - zawołałam za nią ale ona mnie zignorowała - Cholera poczekasz czy dalej będziesz zachowywała się jak pięcio letni dzieciak ? - krzyknęłam i w końcu się zatrzymała
- Czego chcesz - zapytała oschle
- Chce z tobą porozmawiać - odpowiedziałam - Powiedz mi czemu jesteś w stosunku do mnie taka - zapytałam ją
- Jaka ? - chyba nie wiedziała o czym do niej mówię
- To że spotkałaś Harry'ego to nie moja wina nie powinnaś się na mnie wyżywać - powiedziałam już opanowana
- Wiem po prostu od tamtego spotkania cały czas o nim myślę - posmutniała moja przyjaciółka
- Przykro mi, - przytuliłam ją - nie chcę ci tego mówić ale nie licz na Harry'ego powiedział że nie chce się mieszać w związki - znów ją przytuliłam
 Wiedziałam że to jest dla niej przykra wiadomość ale wolałam ją uprzedzić zanim Harry zadzwoni do niej i będzie wciskał jakiś kit że szukał jej i cały czas myślał co się działo z tamtą dziewczyną a ona nie zasługuje na takie kłamstwa jest zbyt wrażliwa. Pożegnałam się z przyjaciółką bo zadzwonił do niej ojciec i kazał wracać do domu.
Poszłam jeszcze do sklepu kupić sobie jakieś ciastko bo chyba od trzech miesięcy nie jadłam nic słodkiego i nie wiem jak wygląda MARS a uwielbiam go. Szukałam go 15 minut, Zanim poszłam do kasy zatrzymałam się przy stoisku z gazetami chciałam dowiedzieć się o czym ludzie plotkują. Wzięłam do ręki pierwszą lepszą i to co zobaczyłam przeraziło mnie. Louis wychodzący z dobrze znanych mi drzwi i podopis " CZY NASZ KOCHANY LOUIS TOMLINSON ZDRADZA UROCZĄ ELEANOR CALDER ? ".
Bardzo interesowało mnie to co tam wymyślili.Stanęłam przy kasie i wyłożyłam na nią moje zakupy, nie było ich dużo. Kasjerka skasowała moje rzeczy a ja jej zapłaciłam.
Udałam się na przystanek i zanim mój autobus przyjechał zdążyłam przeczytać cały artykuł i zobaczyć zdjęcia. Zabolało mnie gdy zauważyłam że Lou był u niej przez ostatnie cztery dni a mnie w ogóle nie odwiedził, najgorsze było to że są zdjęcia jak wychodzi od niej z domu z samego rana ok. 8.
  Czemu nie powiedział że spotyka się z nią i nie chce być już ze mną - przepraszam my nie jesteśmy razem nigdy nie było tego pytania czy możemy spróbować ze sobą być. Nasze "spotkania" można nazwać bardzo dobrą przyjaźnią która przekroczyła jakąś barierę i nie poszła dalej tylko stoi cały czas w tym samym miejscu. Zastanawiało mnie tylko jedno bo jakby Louis też tak twierdził nie całowałby mnie na każdym kroku i gdy nikt nie patrzy. Bo przecież wtedy w szkole to nie było normalne żeby na korytarzu pocałować w usta swoją przyjaciółkę. Zastanawiało mnie też to czemu zdjęcie z pod mojego domu jest z dzisiejszą datą bo przecież on był u mnie w poniedziałek i wychodził w nocy a nie dziś.
Na całe szczęście moje przemyślenia przerwał nadjeżdżający autobus. Wsiadłam do środka zapłaciłam za bilet i usiadłam na wolnym miejscu. Dziś droga przebiegła strasznie szybko. Zamknęłam oczy a gdy je otworzyłam byliśmy już na przystanku przy którym miałam wysiąść. Z niezbyt dobrym humorem wróciłam do całkiem pustego domu. Czasem nawet żałuje że nie  mieszkam z rodzicami i bratem bo jak byli oni to wiedziałam że na noc nigdy nie jestem sama że ktoś śpi w pokoju obok a teraz nikogo nie ma nawet nie miałam z kim pogadać bo Lou woli jeździć do tej całej Elki.
Zrobiłam sobie obiad i usiadłam przy stole nie zdążyłam wsadzić widelca do ust bo ktoś zadzwonił na dzwonek na drzwi. Trochę zdenerwowana wstałam z krzesła i poszłam otworzyć drzwi ale przed nimi nikogo nie było - Ludziom chyba się nudzi - powiedziałam pod nosem i chciałam zamknąć drzwi ale przed nimi pojawił się nie wiadomo skąd z bukietem kwiatów Zayn - tak dobrze słyszycie Zayn. Odebrało mi mowę bo spodziewałabym się tu wszystkich tylko nie jego i to jeszcze z kwiatami. Wpuściłam go do środka i przejęłam bukiet. Zayn usiadł na fotelu i schował głowę w dłonie. Usiadłam obok niego i po prostu go przytuliłam. Chciałam znów poczuć jego zapach który tak długo nie czułam, chciałam żeby on poczuł że może na mnie liczyć w każdej wolnej chwili że wysłucham go choć nie zawsze było po między nami kolorowo. Mulat tak po prostu odwrócił się w moją stronę i przytulił jeszcze bardziej.
Siedzieliśmy w ciszy a ja nadal nie wiedziałam dlaczego on do mnie przyszedł.
- Zayn - zaczęłam - to ma coś znaczyć że tu przyszedłeś - zapytałam
- Tak chciałem cię przeprosić - powiedział i popatrzył się w moje oczy
Czy mówiłam już że on ma cudowne oczy ? Pewnie tak więc jeszcze raz powtórzę on ma naprawdę cudowne oczy.
- Nie musiałeś to ja powinnam cię przeprosić a nie ty mnie
- Dobra koniec to jest takie oficjale nie chce się po prostu z tobą kłócić, umiesz się już ze wszystkimi dogadać tylko ze mną nie - powiedział - jest coś ze mną nie tak - zapytał
- Nie, wszystko w najlepszym porządku - posłałam mu najszczerszy i najsłodszy uśmiech i znów go mocno przytuliłam
- Wiesz tak w ogóle to chciałam ci podziękować - powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha
- Ta niby za co ? - zapytał mnie
- Za to że mnie zmieniłeś - powiedziałam a on się za śmiał
- Ja cię zmieniłem a myślałem że to Lou - odpowiedział
Czy on się dowiedział że nas coś łączy / łączyło ?
- Wy wszyscy mnie zmieniliście, pokazaliście że nie warto być osobą zamkniętą w sobie i warto poznawać nowych ludzi ale i tak tobie najbardziej dziękuję bo to ty mnie poznałeś z takimi ludźmi jak Niall, Liam, Harry, Louis - powiedziałam
Siedzieliśmy przed telewizorem i nie wiedzieliśmy co mamy robić był wieczór iw dodatku piątek można by było zrobić jakąś małą imprezkę tylko dla znajomych. Dużo alkoholu i te sprawy.
- Zayn robimy imprezę - krzyknęłam a on się trochę przestraszył
- Dobrze się czujesz - zapytał z miną WTF
- No bardzooo - przeciągnęłam ostatnie słowo
- No to dzwonię po resztę żeby po drodze kupili dużo, bardzo dużo alkoholu bo jak Ashley mówi że jest impreza to musi być dobra - zaśmiał się i poszedł zadzwonić do chłopców
Chciała się dodzwonić do Madison ale nie odbierała, próbowałam 4 razy i cały czas się włączała sekretarka, nagrałam się na nią ale i tak ona nie oddzwoniła. Wyglądało na to że będę sama.
Chłopcy byli u mnie po 30 minutach obładowani torbami z alkoholem. Każdy z nich trzymał po trzy reklamówki a Niall trzymał cztery bo jedną poświęcił na jedzenie.
- Jesteśmy wszyscy czy ktoś jeszcze ma przyjść - zapytał Harry nawet nie patrząc na mnie
- Wydaje mi się że wszyscy - odpowiedziałam.
Wszystkie butelki wsadzili do lodówki a trzy postawił na stole na którym nic się już nie mieściło. Znaleźliśmy jakąś stacje muzyczną na mojej wierzy i daliśmy tak głośno że nie słyszałam własnych myśli a impreza zapowiadała się bardzo bardzo dobrze.

poniedziałek, 18 lutego 2013

- 12 -



    Otworzyłam oczy i od razu się uśmiechnęłam. Odwróciłam się na drugi bok żeby zobaczyć czy Lou jeszcze śpi. Zamiast niego zastałam stojącą kartkę " MUSIAŁEM WRACAĆ DO DOMU W KUCHNI MASZ ŚNIADANIE LOU " i znów na mojej twarzy zagościł szeroki śmiech. Wygrzebałam się z łóżka ubrałam pierwszą lepszą koszulkę, jakieś spodenki a włosy spięłam w koka który wyglądał jak gniazdo dla ptaków. Zeszłam do kuchni a na stole stał talerz z kanapkami - uh jaki romantyczny - pomyślałam i się zaśmiałam. Zaczęłam jeść bo byłam strasznie głodna. Wszystkie kanapki znikły i pobiegłam się ogarnąć bo przypomniało mi się że jest poniedziałek i trzeba iść do szkoły. Dobrze że mieliśmy na 10.50, miałam trochę czasu. Szybko wygrzebałam ubrania z szafy i pobiegłam do łazienki zrobić makijaż i ułożyć włosy.
Dochodziła 10 a ja jeszcze musiałam dojechać do miasteczka w którym mieszkałam. Wybiegłam z domu zamykając go i ubierając na siebie kurtkę. Zmęczona zdążyłam na pierwszy autobus który tam jechał. Usiadłam na wolnym miejscu i włożyłam słuchawki do uszu.
    Zdążyłam na czas nauczyciela jeszcze nie było w klasie ale dzwonek zadzwonił 5 minut temu. Wszyscy siedzieli w przekonaniu że coś się stało babce od francuskiego i dobrze myśleli. Do klasy wszedł dyrektor szkoły i powiedział że mamy iść do biblioteki bo pani miała wypadek i wylądowała w szpitali. Cała klasa się ucieszyła bo to jedyna baba której nikt nie lubi. Weszliśmy do biblioteki i okazało się że jest tam wywiad jakiegoś zespołu i mamy siedzieć po cichu i nie wchodzić na górę. Usiadłam pod ścianą i wyciągnęłam telefon miałam jedną nieodebraną wiadomość od Louis'a. Treść była krótka " JESTEM U CIEBIE W SZKOLE ". Od razu kiedy to przeczytałam wiedziałam jaki zespół jest na górze i ma wywiad. Lekko się uśmiechnęłam. Godzina zleciała szybko, a tak że ten wywiad trwał godzinę. Było słychać o czym rozmawiają One Direction miało sponsorować tę szkołę. Zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli pchać się ku drzwiom. Ja jak normalny człowiek poczekałam aż wszyscy wyjdą i wstałam ze swojego miejsca kierując się ku wyjściu z biblioteki. Ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się ku tej osobie i zauważyłam cieszącego się od ucha do ucha Louis'a a za nim resztę gromady. Ucieszyłam się że zastałam ich tutaj bo gdyby wyszli i zaczęli ze mną rozmawiać nie miałabym spokoju w tym budynku. Wszyscy by szeptali i mówili nie wiadomo jakie rzeczy na mój temat. Przytuliłam Lou i zaraz po nim resztę.
- To co jedziesz z nami do domu - zapytał Hazza
- Chciałabym ale dość że nie mieliśmy jednej lekcji to godzinę temu dopiero przyszłam do szkoły i dyrektor by zaś dzwonił do rodziców że sobie wychodzę ze szkoły jak chce i o której chce więc przykro mi ale nie tym razem - uśmiechnęłam się - może jeszcze się zobaczymy tutaj to wtedy nad tym pomyślę - dokończyłam
- Szkoda pojechalibyśmy coś zjeść - powiedział ucieszony Niall
- Chodźcie już bo jeszcze mamy ten głupi wywiad - wtrącił Zayn który chyba się nie cieszył na mój widok
- No idziemy - powiedzieli chórem
Chciałam już iść do klasy w której mieliśmy kolejną lekcję ale Louis mnie zatrzymał
- Dziękuje za wczoraj - uśmiechnął się i dał buziaka
- Ja też dziękuję - odwzajemniłam uśmiech
- Przyjadę po ciebie jak skończysz lekcję - powiedział i pobiegł do reszty bo go już wołali
Z szerokim uśmiechem na twarzy poszłam pod klasę. Chciałam sobie usiąść na ławce ale zadzwonił dzwonek i nauczyciel od razu pojawił się otwierając nam drzwi. Zajęliśmy miejsca w swoich ławkach i o dziwo nie siedziałam sama usiadła ze mną jakaś blondynka której nigdy w tej szkole nie widziałam a może dlatego że dawno mnie tu nie było, to był pierwszy dzień od tygodnia. Lekcja minęła błyskawicznie szybko nawet nie zdążyłam wyciągnąć książek z mojej torby, a moja nowa znajoma z ławki okazała się być nawet miła. Wyszłyśmy z klasy i poszłyśmy na salę gimnastyczną cały czas rozmawiając.
Wyjazd i przeprowadzka do Londynu dobrze mi zrobiła, umiem dogadać się z innymi ale tylko z tymi osobami z którymi chcę się dogadać. Zmieniło się też to że przestałam palić - poprosił mnie o to Lou.
Przebrałyśmy się w identyczne stroje tylko że ja swoją koszulkę zdążyłam już przerobić. Miała ona napis na tyle THE TIME IS STOPPING FOR DEAD PERSONS. Madison bo tak miała na imię blondynka wydawała się być spokojna ale się przeliczyłam co do niej. Była bardziej rąbnięta ode mnie. Miała ubraną bluzkę z długim rękawem ale zdążyłam zauważyć na jej nadgarstku zegarek z One Direction.
- Jesteś fanką - zapytałam jej
Chyba nie wiedziała o czym mówię więc podciągnęłam jej rękaw od bluzy
- Ach no tak - uśmiechnęła się - marze o tym aby ich spotkać i chociaż na chwilę pogadać z nimi - dokończyła
- Twoje marzenia da się spełnić - powiedziałam
- Hah ciekawe ja - zapytała mnie - nie wiadomo gdzie teraz są co robią i jaki mają adres zamieszkania - tłumaczyła
- Teraz siedzą w aucie i jadą na wywiad, gadają o rzeczach których nikt nie rozumie - uśmiechałam się od ucha do ucha a Madi patrzyła na mnie jak na głupią - nie patrz się tak na mnie bo nawet wiem gdzie mieszkają i jak są teraz ubrani - wzruszyłam ramionami
- Ta a niby skąd to wiesz jesteś jasnowidzem - widać było że mi nie wierzy
- No dobra nie wierzysz mi ale powiedz który ci się najbardziej podoba to może dam ci nr - ruszyłam zabawnie brwią a ona się roześmiała
- No dobra najbardziej to chyba Lou i Zayn - powiedziała
Boziu dlaczego oni, nie może być to na przykład Harry przecież tyle nastolatek na niego leci ale nie ona musi mieć takie same poglądy jak ja. Nie mogę przecież dać jej numeru do Lou bo i tak jej nie odpisze za dobrze go znam, a Zayn pobawi się nią i odstawi na bok. Żeby z nim być w związku który trwa dłużej niż 2 tygodnie to naprawdę trzeba mieć mocne nerwy a Madison na taką nie wyglądała, bardziej wydawała się być bardzo wrażliwa i można było by ją urazić najmniejszym słowem.
- Ok nie dam ci numeru ale po szkole pojedziesz do mnie i zobaczymy co da się zrobić - uśmiechnęłam się i w tej chwili zadzwonił dzwonek.
Weszłyśmy na salę na której znajdowała się tylko nasza klasa. Najpierw zrobiliśmy wszyscy rozgrzewkę a potem była lekko atletyka. Przewroty w przód, tył, stanie na rękach i takie paści.
Kolejne lekcje minęły bardzo szybko. Chciałam zrobić niespodziankę Madi bo nie wierzyła mi że ich znam. Ostatnia lekcja dobiegła końca a my wybiegłyśmy zadowolone ze szkoły. Rozejrzałam się dookoła siebie żeby zobaczyć gdzie znajduje się auto Louis'a ale nigdzie go nie widziałam.
- Co się tak rozglądasz chodźmy na autobus bo jak się nie mylę to musimy dojechać aż do Londynu - zaczęła ciągnąć moją rękę
- No coś ty, chciałaś wracać autobusem - zapytałam patrząc na nią z wielkimi oczami
- No a czym prawka jeszcze nie masz - uśmiechnęła się
- No nie mam ale Louis miał przyjechać po mnie - zaśmiałam się
- Nie rób sobie ze mnie jaj - udała obrażoną
Moja torba zaczęła wibrować, wyciągnęłam telefon z torebki a na wyświetlaczu pojawił się Lou.
- No gdzieś ty jest - zapytał z wyrzutem
- Ja gdzie jestem to ciebie nie ma - zaczęłam się śmiać a Madi tylko zrobiła wielkie oczy
- Ja jestem za szkołą chyba nie chciałaś żeby wszyscy nas widzieli - też się śmiał
- Już biegnę do ciebie a i jeszcze koleżanka - powiedziałam i się rozłączyłam
Pociągnęłam moją towarzyszkę za rękę i zaprowadziłam za szkołę. Zaczęłam się śmiać gdy zobaczyłam jej minę na widok samego Louis'a Tomlinson'a. Na jej twarzy zagościł wielki uśmiech. Louis wyszedł z auta, przedstawiłam ich sobie a on z udawaną powagą ucałował jej rękę, chciał być dżentelmenem i otworzył tylne drzwi aby mogła usiąść na swoim miejscu. To samo zrobił z moimi tylko że ja zaczęłam się śmiać.
Droga minęła strasznie szybko. Nie było okazji żeby któreś z nas siedziało cicho i nie udzielało się w rozmowie. Madi nie wyglądała na jakąś walniętą fankę która czekała tylko na tą okazje. Nie piszczała na jego widok była wręcz opanowana. Dojechaliśmy pod mój dom. Przegnałam się z Lou i obiecałam że dziś wpadnę do nich razem z Madison. Weszłyśmy do domu głośno się śmiejąc nawet nie wiedząc z czego.
- I co mówiłam że znam - pokazałam jej język - następnym razem wiedz że ja nigdy nie kłamię - uśmiechnęłam się
- No dobra nie wierzyłam ci ale kto by uwierzył - opadła zmęczona na kanapę. Poszłam do kuchni przygotować jakieś jedzenie. Zajrzałam do piekarnika a w środku był przepyszny obiad. - Mama mnie kocha - pomyślałam i lekko się uśmiechnęłam. Nałożyłam na talerze przygotowany posiłek i wróciłam do salonu. Madison stała przy półce ze zdjęciami. Odłożyłam talerze a ona się przestraszyła.
- Przepraszam - odłożyła szybko zdjęcie i usiadła na swoim miejscu.
- Przecież nic się nie stało - zaśmiałam się
Ta dziewczyna była strasznie skromna przepraszała za najmniejsze wykonane błędy ze swojej strony nawet na takie nie zauważalne, ale przecież każdy jest ciekawy i chce obejrzeć zdjęcia swoich znajomych, chce się pośmiać z nich jak byli dziećmi.
- Ty to ugotowałaś - zapytała zdziwiona
-Ta na pewno chyba w śnie - wybuchnęłyśmy śmiechem.
Obiad zjadłyśmy w ciszy ale w ciszy która cieszyła. Z uśmiechem na twarzy wzięłam ostatniego gryza i popatrzyłam na dziewczynę czy już zjadła ale ona chyba nawet się tego nie chwyciła
- Nie smakuje ci - zapytałam ją zrobiło mi się przykro
- Nie, oczywiście że smakuje ale zawsze moja mama robiła to na obiad w poniedziałki a teraz nawet nie wiem czy żyje - powiedziała ze łzami w oczach
- Jak chcesz zrobię ci coś innego - zaproponowałam
- Nie, nie wygłupiaj się zjem - uśmiechnęła się prawie nie zauważalnie
Już wiedziałam dlaczego jest taka ostrożna w poznawaniu ludzi, dlaczego przeprasza na każdym sowim kroku, dlaczego jest taka zamknięta dla obcych. Zanim zdążyłam się obrócić jej talerz był pusty. Zaniosłam oba naczynia do kuchni i wsadziłam do zmywarki. Wzięłam torbę do swojego pokoju, rozpakowałam książki i położyłam się na łóżku, Madi zrobiła to samo. Zaczęłyśmy się śmiać z mojego sufitu dopiero teraz zauważyłam że jest taki krzywy, nigdy na niego nie patrzyłam i nawet nie wiedziałam że może tak okropnie wyglądać.
Jej telefon zaczął dzwonić więc odebrała okazało się że dzwoni jej ojciec i pyta się gdzie jest. Powiedziała mu że zostaje dziś u mnie na noc i że ma wszystkie potrzebne książki i przebranie na jutro, tak na prawdę to książki miała a cuchy pożyczę jej ja.
    Zbliżała się 17.00 i postanowiłyśmy że pójdziemy odwiedzić nasze gwiazdki które siedzą w domu i nic nie robią. Wygrzebałam ciuchy dla Madison a sama wybrałam coś dla siebie. Gotowe wyszłyśmy na zewnątrz i pokierowałyśmy się w stronę ich domu. Tak na prawdę to będę pierwszy raz u nich w mieszkaniu i boje się co tam zobaczę, przedtem mieszkali wszyscy osobno chyba Lou i Hazza jedynie razem.
Stałyśmy już przed ich wielką willą kiedy Madi zaczęła się strasznie denerwować może dlatego że spotka swoich idoli choć na widok Louis'a była spokojna.
Zapukałam na drzwi i po sekundzie otworzył nam ucieszony Harry ale tuż po chwili jego mina się zmieniła i chyba już się nie cieszył na nasz widok.

czwartek, 14 lutego 2013

- 11 -


     
             Obudziłam się ze straszliwym bólem głowy, nie chciało mi się nawet podnosić z łóżka bo i tak wiedziałam że to nie ma sensu. Spojrzałam na zegarek który wskazywał 10.05. Chciałam się trochę ogarnąć bo wiedziałam że nie mogę przeleżeć całego dnia w łóżku. Powolne ruchy pozwoliły mi wstać z łóżka tek że prawie wcale nie poczułam bólu głowy. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Oczy całe czerwone od płaczu i wielkie sine wory pod nimi. Wyglądałam jak wrak człowieka i tak tez się czułam. Nie mogłam spać w nocy cały czas myślałam o tej sytuacji z Zayn'em i o tym jak Louis mnie spławił bo wolał zabawiać się z jakąś lalunią. Przemyłam twarz zimną wodą, umyłam zęby i zeszłam na dół do kuchni. Wyjęłam z półki jakieś proszki i popiłam je zwykłą wodą. Nie miałam zamiaru jeść śniadania. Spowrotem wyszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku, spojrzałam na telefon który się świecił co oznaczało jakieś wiadomości albo nieodebrane połączenia. Cztery wiadomości od Louis'a typu " PRZEPRASZAM ZA WCZORAJ ALE WYBRAŁAŚ ZŁY MOMENT " inna typu " WYBACZ ZA TAMTO I JESZCZE RAZ CIĘ PRZEPRASZAM " potem dzwonił jeszcze 6 razy ale nie słyszałam bo mam wyciszony telefon. Pojawiła się także wiadomość od Liam'a - ale dlaczego on niego. Nie chciało mi się czytać więc od razu ją usunęłam. Odłożyłam telefon na bok i zamknęłam oczy. Wyobrażałam sobie jakby wyglądało moje życie gdybym ich nie poznała - pewnie normalnie bez żadnych problemów i żadnych zamieszań, żyłabym tak jak wcześniej. Leżałam tak bardzo długo w ciszy, było tak spokojnie i miało być tak zawsze bo nie musiałam się już martwić moimi rodzicami i bratem którym miałam się cały czas zajmować. Mój spokój przerwał dzwonek od drzwi który był tak głośny że się przestraszyłam. Nie chciało mi się schodzić po schodach ale jak to jakiś listonosz z przesyłką od rodziców to chyba nie może czekać za długo bo odjedzie. Zbiegłam po schodach, ból głowy już mi nie dokuczał. Otworzyłam drzwi czego od razu pożałowałam. Przede mną stał Tomlinson który cieszył japę. Chciałam zamknąć drzwi ale był silniejszy i wszedł do środka.
- Zamknij drzwi na klucz - powiedziałam obojętnie i znów poszłam do swojego pokoju
Usiadłam na parapecie i podkurczyłam nogi i odarłam na nich głowę. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać a szczególnie z Lou. Zachował się jakbym się nie liczyła a jeszcze tego samego dnia powiedział że jestem dla niego bardzo ważna. Nie rozumiałam tego bo przecież jak przyjaciel dzwoni to powinno się znaleźć dla niego czas a on po prostu mnie olał.
Wszedł do mojego pokoju i podszedł tak blisko że czułam ciepło. Usiadł przede mną i chyba chciał mnie przytulić ale go odepchnęłam. Miał zmieszana minę i chyba nie wiedział o co mi chodzi. Patrzył się na mnie i chciał wyczytać coś w moich oczach ale chyba mu się nie udawało.
- Ash co się stało - zapytał
Zaśmiałam się cicho.
- Po co tu przyszedłeś - zapytałam się go - nie mamy o czym rozmawiać - dokończyłam
- Przepraszam cię, chciałem się z tobą skontaktować ale nie odbierałaś - zaczął się tłumaczyć
- Nie tłumacz mi się bo nie musisz - powiedziałam obojętnie
popatrzył się na mnie z wielkim wyrzutem bo dobrze wiedział że zawsze się cieszyłam gdy patrzyłam na jego twarz ale teraz tak nie było miałam dość jego i tych jego kolegów
- Nie chce cię widzieć - powiedziałam - wyjdź
- Nie wyjdę do puki mnie nie wysłuchasz - wstał ze swojego miejsca i zaczął nerwowo chodzić po pokoju
- Lou zrozum zawiodłam się na tobie nie chce twoich wyjaśnień zepsułeś wszystko, ty zepsułeś ale ja też zawaliłam myślałam że jesteśmy przyjaciółmi - przerwał mi
- Bo jesteśmy i to najlepszymi
- Jakbyśmy byli to byś mnie wczoraj nie zostawił, a naprawdę potrzebowałam kogoś kto mnie przytuli - powiedziałam ze łzami w oczach
- Proszę cię tylko nie płacz bo też się rozpłaczę - przytulił mnie
Odwzajemniłam jego uścisk ale nadal czułam żal do niego za wczoraj. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie dobre 20 minut, bardzo mi się to podobało.
Nie wiem która była godzina ale przeszliśmy do salonu obejrzeć jakiś film, raczej komedie. Śmialiśmy się ze wszystkiego nawet z rzeczy które nie były śmieszne. Wybaczyłam Lou za tamto po prostu nie umiem się na niego długo gniewać.
Skończyliśmy 3 obejrzany przez nas film i poszliśmy do kuchni coś zjeść. Louis wymyślił że chce zrobić gofry no to musiałam znaleźć wszystkie składniki i wyciągnąć gofrownice. Zaczęliśmy wszystkie składniki wsadzać do miksera i szanowny Tommo wziął do ręki mąkę i rzucił nią we mnie, oddałam mu i takim oto sposobem zaczęła się wojna na wszystko ( jajka, mleko, olej i rzeczy które były w lodówce ).
- Stoooop - krzyknęłam tak głośno jak tylko dałam radę a Lou od razu stanął w bez ruchu patrząc na mnie z wielkimi oczami. - i co się tak patrzysz - zapytałam go
- Jej nie wiedziałem że coś takiego małego może wydobyć z siebie takie dźwięki - wskazywał tak śmiesznie na mnie palcem że się zaśmiałam
- Nie jestem mała - obróciłam się do niego tyłem udając obrażoną
Poczułam jego dotyk na moich biodrach i przez całe ciało przeleciał mnie miły dreszcz. Odwróciłam się do niego i uniosłam lekko głowę tak abym mogła zobaczyć jego chipnotyzujące oczy. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jego delikatna dłoń dotknęła mojego policzka a twarz zaczęła się zbliżać do mojej. Nasze usta się złączyły. Nie był to długi pocałunek, odsunęłam się i poszłam do salonu. Słyszałam że Lou idzie za mną ale nie chciałam z nim rozmawiać. Wiedziałam że kręci z jakąś Eleonor więc nie powinien mnie całować, wiem też to że wczoraj był u niej i to pewnie ona kazała mnie spławić a przez to że pewnie się w niej zakochał tak zrobił.
- Ash przepraszam - powiedział
Za co ty mnie człowieku przepraszasz za to że rozkochujesz mnie w sobie ? czy za to że na każdym kroku uświadamiasz mnie że coś do ciebie czuje ? Tak czuje wielkie uczucie ale nie może nas nic łączyć oprócz przyjaźni - pomyślałam
- Proszę nie przepraszaj za coś czego nie żałujesz - powiedziałam
Wiedziałam że nie żałuje bo jakby żałował to by go już tu nie było tylko siedział by z tą całą El w jej domu.
- Louis powiedz mi tylko jedno - przerwałam na chwilę - czemu to robisz - dokończyłam
- Czemu to robię.. - zaśmiał się a ja mu przerwałam
- Takie to zabawne - zapytałam
- Robię to bo nie jesteś mi obojętna, nie jesteś tak jak inne dziewczyny które poznałem ty jesteś wyjątkowa, zawszę gdy cię widzę na mojej twarzy maluje się wielki uśmiech,wiem że może to głupie ale strasznie mi na tobie zależy - skończył swój monolog
- Mi też zależy i to cholernie ale nie psujmy tego co jest pomiędzy nami - uśmiechnęła się lekko
  Postanowiliśmy zapomnieć o tej całej sytuacji. Czas zleciał nam strasznie szybko, oglądaliśmy filmy, wygłupialiśmy się i cieszyliśmy się swoją obecnością. Godziny szybko minęły była już 23.40 a Lou zaczął się zbierać do domu bo od samego rana go tam nie było. Ubierał już buty ale nie chciałam żeby opuszczał ten dom bo jak na jedną osobę był trochę za duży.
- Nie idź - wyszeptałam i chyba nie dosłyszał dobrze
- Co ? - zapytał mnie kiedy zakładał na siebie kurtkę
- Zostaniesz na noc - zapytałam niepewnie
- Myślałem że już nie zapytasz - uśmiechnął się od ucha do ucha.
Strasznie zgłodniałam i z okazji że został Lou postanowiłam zrobić kolacje. Nie umiem gotować i z racji że Lou został na noc postanowiłam zrobić kanapki z serem i szynką. Wzięłam się za moją pracę ale krępowałam się bo czułam cały czas wzrok Lou na mnie. Odstawiłam wszystkie rzeczy na bok i obróciłam się do niego przodem, on wstał i podszedł do mnie bliżej. Czułam jego oddech, stał tak blisko że na całej skórze poczułam ciarki.
- Nie mogę po prostu tak na ciebie patrzeć, wiem że ustaliliśmy że nie będzie nas łączyć nic oprócz przyjaźni, ale ja tak nie potrafię, nie mogę się z tym pogodzić że nigdy nie będziesz moja - powiedział to tak czule że odebrało mi mowę, nie wiedziałam co mam powiedzieć - może i zwariowałem ale nie mogę dłużej ukrywać uczuć do ciebie - i mocno mnie pocałował.
Odwzajemniłam jego pocałunek ale to nie był zwykły delikatny pocałunek to był bardzo namiętny pocałunek. Lou nie przestając całować uniósł mnie do góry tak że usiadłam na blacie. Owinęłam się nogami wokół jego pasa i zaczęliśmy się przemieszczać po pomieszczeniu nie patrząc na przeszkody chcieliśmy się znaleźć w moim pokoju.
Byliśmy już w moim pokoju, położył mnie delikatnie na łóżku i zaczął zdejmować ze mnie mój T-shirt. Pomogłam mu ściągnąć jego pasiastą koszulkę i zaczęłam rozpinać jego guzik od spodni.

piątek, 8 lutego 2013

- 10 -


   

Puść w momencie kiedy Ashley rozmawia z Zayn'em KLIK niech leci do końca


     Obudziłam się dość wcześnie, spojrzałam na zegarek który wskazywał 8.00. Byłam wypoczęta i nie chciało mi się już spać. Wstałam z łóżka i na palcach żeby nikogo nie obudzić pobiegłam do łazienki. Wiem mogłam iść do swojej ale tam nie było lustra bo się rozbiło. Umyłam zęby, przemyłam oczy i poszłam się przebrać. Wyjęłam z szafy ubrania które ubrałam i zeszłam na dół do kuchni.
Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej mleko a do miski nasypałam płatki. Siedziałam przy stole jedząc swoje śniadanie. W całym domu nikt się nie odzywał można było spokojnie pomyśleć, nikt się nie wydzierał. Zamknęłam oczy i rozmyślałam nad sprawą o Zayn'ie. Z mojego głębokiego myślenia wyrwał mnie mój telefon który dzwonił w moim pokoju. Wstałam z krzesła jak poparzona i biegnąc po schodach co dwa znalazłam się w pokoju.
- Halo - powiedziałam zdyszana nawet nie patrząc kto dzwoni
- A tobie co się stało - zaśmiał się
- Louis ? - zapytałam bo nie byłam pewna
- Nieeee anioł który siedzi u ciebie w szafie - znów się zaśmiał
- Czy ty jesteś normalny żeby dzwonić do mnie o tak wczesnej porze ?- zapytałam go
-Yyy.... przecież jest 10 - jeszcze głośniej się śmiał
Zrobiłam wielkie oczy bo nie wierzyłam że tak długo siedziałam w kuchni jedząc płatki z mlekiem. Spojrzałam na zegarek i moje oczy doznały szoku była 10.30.
- O boże straciłam poczucie czasu jedząc śniadanie, więc co się dzieje że do mnie dzwonisz - uśmiechnęłam się sama do siebie
- No bo chciałem się ciebie spytać czy moglibyśmy się dziś spotkać - zakrztusiłam się własną śliną gdy to powiedział i choć go nie widziałam wiedziałam że się uśmiecha. - haloo słyszysz mnie - zaczął krzyczeć do słuchawki
- Tak słyszę ale zaraz mogę być głucha bo ktoś wydziera mi się do ucha - powiedziałam
- To co jesteśmy umówieni - zapytał
- Tak może być w parku za 30 minut - Powiedziałam
- To pa - zawołał i się rozłączył
Moja twarz sama się prosiła o uśmiech nie wiem czemu ale jak rozmawiałam z nim czuła się tak jakoś wyjątkowo ale to nie znaczy że daże go większym uczuciem niż przyjaciela na pewno jest bardziej ważny niż Liam albo Niall. Zaczęłam się szykować bo chciałam wyglądać dobrze. Zaczęłam się malować. Podkreśliłam mój kolor oczu i zrobiłam kreskę eyeliner'em. Spojrzałam na zegarek i miałam 5 minut na dojście do miejsca, wiedziałam że się spóźnię. Szybko wybiegłam z domu podążając do parku nie zatrzymując się nigdzie. Mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz "Lou" odebrałam
- No ile można czekać na ciebie - zapytał
- A może tak grzeczniej - odpowiedziałam mu pytaniem
- No sory ale czekam na ciebie już 15 minut i się martwię - powiedział tym swoim milutkim głosikiem
- No już idę jestem niedaleko - powiedziałam i się rozłączyłam
 W oddali widziałam sylwetkę chłopaka który patrzył się w moja stronę. Zaczął skakać i wymachiwać rękami chciało mi się śmiać bo niby wygląda na normalnego ale tak naprawdę w tej główce ma mózg pięciolatka. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam. Usiedliśmy na ławce ale nikt nie miał zamiaru się odezwać. Wszyscy mówią że cisza jest krępująca ale nam to nie przeszkadzało bardzo dobrze czuliśmy się gdy nic nie mówiliśmy można powiedzieć że rozumiemy się nie wypowiadając żadnego słowa.
- Po co mnie tu sprowadziłeś - zapytałam po dłuższej chwili ciszy
- No tak sobie chciałem się z tobą spotkać - powiedział i uśmiechnął się
Boże jego uśmiech był wspaniały. Nie mogłam uwierzyć w to że mam takiego wspaniałego przyjaciela który cieszy się z tego że się ze mną spotkał. Nie uważałam się za jakąś wspaniałą dziewczynę nawet nią nie jestem i nie wiem dlaczego Lou zaprzyjaźnił się z kimś takim jak ja. Przecież nie raz zwyzywałam g od najgorszych a on nigdy nie powiedział na mnie złego słowa.
- Jesteś wspaniały - powiedziałam i mocno się do niego wtuliłam a z oczu popłynęły mi łzy
- Dlaczego płaczesz - zapytał odsuwając mnie od siebie
- Ze szczęścia że cię mam - teraz to się rozkleiłam całkiem i nie mogłam powstrzymać się od płaczu.
Zaczęliśmy się śmiać a ludzie przechodzący obok nas dziwnie się patrzyli. Spojrzałam na swój telefon a godzina wskazywała 12 musiałam wracać do domu żeby zdążyć na spotkanie z Zayn'em. Pożegnałam się z moim kochanym przyjacielem i pełna radości wróciłam do domu.
Nastroiłam sobie jakiś obiad bo jak zawsze moich rodziców nie było wyjechali gdzieś razem z Matt'em i powiedzieli że chyba się przeprowadzają a ja z racji tego że jestem pełnoletnia zostanę tutaj. Nie chciałam jeść obiadu więc wzięłam jabłko i poszłam do pokoju przygotować ciuchy w których chciałam iść na to spotkanie. Poszukiwanie odpowiedniego stroju zajęło mi dość długo ale w końcu zdecydowałam się na ten zestaw chciałam się wyróżnić w tłumie żeby Zayn mógł mnie rozpoznać. Zeszłam na dół do salonu żeby popatrzeć na zegar która jest godzina dochodziła 14.30 postanowiłam już wyjść z domu żeby nie musiał na mnie czekać.
Powolnym krokiem podążałam przez uliczki Londynu. Mijałam wielu ludzi, wiele zakochanych par ale także osoby które się śpieszyły które były smutne i które nie wiedziały którędy dojść do wyznaczonego miejsca. Znalazłam się pod tą samą galerią co wczoraj. Umówiliśmy się w tej kawiarnie gdzie się spotkaliśmy. Usiadłam w stoliku dla dwóch osób. Czekając na Zayn'a zamówiłam kawę. Nie zdążyłam dokończyć zamówienia bo obok pojawił się on także zamawiając kawę. Usiadł na przeciwko mnie uważnie się mi przyglądając. Jego wzrok paraliżował mnie i nie mogłam nic zrobić.
- Nie patrz się tak na mnie - powiedziałam z głową pochyloną w dół
- Skąd wiesz jak się na ciebie patrzę skoro cały czas się patrzysz na swoje buty - zaśmiał się cicho
- Po prostu wiem - uśmiechnęłam się podnosząc głowę
- No dobra teraz jak już na mnie patrzysz to powiedz mi czemu odwzajemniłaś mój pocałunek - zadał to pytanie a ja w duszy się modliłam tylko o to żeby tego uniknąć - powiesz mi czy nie - domagał się mojej odpowiedzi
- Chciałam zobaczyć - odpowiedziałam mu
- Co chciałaś zobaczyć - znów pytanie
- Czy mi zależy - unikałam jego spojrzenia
- I co zależy - zapytał
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, nie byłam pewna tego na 100% nie chciałam go zranić ale wiedziałam  że i tak nie wyjdzie z tego nic. On wielka gwiazda na którą leci miliony nastolatek a ja taka normalna dziewczyna, to są dwa inne światy. Nie wytrzymałabym tego że w każdej gazecie piszą o mnie i o nim, a najbardziej się tego bałam że się zakocham a on będzie mnie traktował jak laskę na jedną noc która nie ma uczuć i która sobie poradzi.
Nie mogłam popatrzeć mu prosto w oczy. Patrzyłam się w ziemie nie wydobywają z siebie żadnego dźwięku
- Tak myślałem - powiedział wstając od stolika
Chciałam za nim biec ale coś mnie blokowało. Siedziałam bez ruchu i znów to uczucie że kolejna osoba mnie olała. Nie wytrzymałam z oczu zaczęły mi lecieć łzy. Należę do takich osób co są bardzo wrażliwe, nie pokazuje światu że w takich daremnych sprawach potrafię się rozpłakać. Wstałam ze swojego miejsca przetarłam oczy tak żeby się nie rozmazać i poszłam do domu.
Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do swojego pokoju. Wyszłam na balkon i usiadłam na zimnych płytkach. Wyciągnęłam paczkę papierosów i odpaliłam jednego. Zaciągnęłam się ale nie poczułam ulgi to nie leczy ran. Papierosy tylko uzależniają wiele ludzi mówi że pomaga to na stres ale tak naprawdę ludzie sobie to wmawiają że szlugi im pomagają. Siedziałam na balkonie nadal płacząc nie mogłam opanować swoich łez. Nikogo z moich najbliższych nie było przy mnie, nie obchodziło ich to czy żyję czy już umarłam. Rodzice zauważali mnie tylko wtedy gdy coś ode mnie chcieli. Dopaliłam papierosa i weszłam do pokoju w którym było o wiele cieplej. Z torebki wyjęłam swój telefon. Wybrałam numer do Louis'a teraz tylko na niego mogłam liczyć.
Po dwóch sygnałach odebrał
- Przepraszam cię Ashley ale nie nie mogę w tej chwili rozmawiać - gdy to powiedział serce mnie zakuło a w słuchawce było słychać śmiech jakiejś dziewczyny
- Jak zawsze gdy czegoś potrzebuje ty nigdy nie masz dla mnie czasu - powiedziałam wkurzona i się rozłączyłam.
Rzuciłam telefonem o ziemie, nie panowałam wtedy nad sobą, w tym momencie sobie uświadomiłam że naprawdę nikomu na mnie nie zależy.

piątek, 1 lutego 2013

- 9 -


              - Tydzień później -
    Wszystko wraca do normy, rodzice razem z Matt'em wrócili do domu w Londynie. Chłopcy próbowali się ze mną kontaktować ale zmieniłam numer, nie chciałam utrzymywać z nimi kontaktu.
Za miesiąc koniec roku nawet się ciesze w końcu odpocznę od tej nauki i osób z mojej klasy. Dziś dzień wyglądał że nie będzie padać. Zdążyłam już się przekonać że Londyn jest deszczowy a nawet bardzo. Nie miałam zamiaru ubierać się jakoś cieplej bo słońce wychodziło zza chmur a termometr pokazywał  +15 stopni. Dziś była sobota i nie musiałam jechać autobusem do mojej starej szkoły. Nie przepisałam się do innej bo i tak jest już niewiele do wakacji. Zawsze gdy dojeżdżałam do mojego dawnego miejsca zamieszkania bałam się że gdzieś ich spotkam.
Chciałam iść na spacer i nie marnować ładnej pogody. Pobiegłam do swojego pokoju i szybko wybrałam ciuchy żeby ludzie się mnie nie wystraszyli ubrałam coś żeby się do nich dopasować. Postanowiłam jechać do galerii bo moje ciuchy z ledwością zajmowały trzy półki i pięć wieszaków. Zeszłam na dół wzięłam coś do zjedzenia i poszłam ubierać buty.
- Mamo wychodzę - krzyknęłam na cały dom bo nie wiedziałam gdzie ona jest
- Dobra a kiedy wrócisz - ona zamiast podejść do mnie też się wydzierała
- Będę późno, jakby co mam klucze. Nie martw się o mnie poradzę sobie - powiedziałam i wyszłam.
Po co mam jej mówić żeby się nie martwiła jak ona nigdy tego nie robiła. Jakby mnie nie było w domu tydzień zadzwoniła by raz a jakbym nie odebrała to więcej by się już nie odezwała. Zachowywała się jakby wogóle jej na mnie nie zależało. Do oczu napłynęły mi łzy, nie wiedziałam z jakiego powodu przecież nigdy się nie rozklejałam jak o tym myślałam. Przez ten czas co mieszkałam u Malik'ów zmieniłam się, jestem bardziej taka jakby to powiedzieć wrażliwa to chyba jest dobre słowo. Zbliżałam się już do mojego wyznaczonego miejsca po drodze wstąpiłam do jakiejś kawiarenki i kupiłam ciepłą czekoladę, zapłaciłam i wyszłam. Nie smakowała tak jak w mojej ulubionej.
Rozglądałam się po sklepach i chyba odwiedziłam wszystkie jakie napotkałam na drodze i w każdym musiałam coś kupić. Nie chciałam się wyróżniać w strojach nawet jakbym chciała to nie było takiego sklepu gdzie mogłabym kupić jakieś ciuchy które pasowałyby do mojego stylu. Nie mogłam się unieść z moimi torbami. Kupiłam wiele kompletów, wiele butów, natrafiła się także jakaś sukienka ale oczywiście nie zabrakło moich ulubionych butów na grubszym obcasie i czegoś z ćwiekami. Moje ulubione zestawy to te jasna koszula i do tego spodenki a drugi to długie spodnie i koszula do tego także torebki i jeszcze jeden zestaw który bardzo mi się podoba, przewiewna koszulka, buty z ćwiekami i szorty. Z masą zakupów podążałam przez galerie. Chciałam sobie usiąść bo moje nogi nie dawały już rady. Usiadłam przy stoliku a kelnerka przyniosła mi meni. Zamówiłam sobie gofra z owocami i sok jabłkowy, może i nie masuje do do siebie ale bardzo dobrze smakuje. Czekałam na zamówienie i zauważyłam dobrze znane pięć twarzy pojawiło się na moim polu widzenia. Odwróciłam się szybko tak żeby mnie nie zobaczyli.
Boże czy oni muszą być zawsze, wszędzie tam gdzie ja czy nie mogą sobie wybrać innej pory i dnia. Modliłam się o to żeby nie podeszli do mnie a moje modlitwy zostały wysłuchane ale za to usiedli dwa stoliki obok. Zakryłam ręką twarz i próbowałam się ukryć. Kelnerka przyniosła mi moje danie i właśnie teraz musieli popatrzeć w moją stronę. Chyba mnie nie rozpoznali długo szeptali coś do siebie i byli mocno pochyleni tak żeby nikt nie słyszał o czym mówią. Po chwili zauważyłam jak Harry wstaje i idzie w moją stronę.
- Nie, nie, nie, nie podchodź tu - mówiłam pod nosem
- Cześć mogę się dosiąść - zapytał chyba mnie nie poznał ach tak zapomniałam przecież już nie jestem blondynką i mój wyraz twarzy się zmienił
- Tak chętnie - odpowiedziałam mu i się uśmiechnęłam
Czy aż tak się zmieniłam przez tydzień w którym się nie widzieliśmy ? Harry mówił coś do mnie ale wogóle go nie słuchałam patrzyłam się w pustą przestrzeń.
- Hallo słyszysz mnie - wyrwał mnie jego głos
- Tak, tak słyszę - powiedziałam i odwróciłam głowę w jego stronę i to był mój największy błąd.
- Ashley ? - zapytał - ale jak ty się tu znalazłaś i wogóle wyglądasz prze pięknie - zaczął się cieszyć jak głupi
- No dobra skończ bo ludzie się patrzą i proszę cię idź już do swojego stolika i nic nie mów im że to ja - zrobiłam maślane oczy a on się tylko uśmiechnął i poszedł do swojego stolika.
Kątem oka patrzyłam na niego. Zaczęli się przepychać i zauważyłam jak mulat podąża w moją stronę. Szybko wstałam, wzięłam swoje rzeczy i zaczęłam iść przed siebie.
- Poczekaj - słyszałam krzyki ale nie zatrzymałam się - cholera słyszysz co mówię - jeszcze raz krzyknął i po chwili znalazł się tuż obok mnie trochę zdyszany.
Stanęłam ale nie chciałam z nim rozmawiać.
- Ashley czemu tak po prostu znikłaś - zapytał mnie
Jak zawsze nie można ufać Hazzie wszystko jego mordka wypapla
- Nie chciałam zawracać wam głowy - popatrzyłam w ziemię
- Posłuchaj mnie - powiedział i chwile się zastanawiał nad sowimi słowami - od czasu kiedy pierwszy raz przyszłaś do mojego domu wiedziałem że nie będziesz mi obojętna, potem zapoznałem cię z moimi kumplami  wiem nie byłaś dla nich miła ale zaczęłaś się zmieniać, a wtedy w tej pizzerii kiedy zobaczyłem że palisz coś ze mną się działo, nie mogłem pozwolić na to żeby taka ładna dziewczyna zatruwała się takim gównem, potem w domu powiedziałem to bo nigdy w życiu nie chciałbym się związać z kimś kto pali, wiem sam nie jestem święty i dlatego nie pozwolę abyś ty truła swój organizm - skończył mówić i podniósł mój podbródek tak aby nasze oczy były na tej samej lini.
Nie wiedziałam że może mu na mnie zależeć, nigdy nie był miły w stosunku do mnie. Przez cały czas mi dogadywał i wpieprzał się w moje życie a ja tego nienawidzę.
- Zayn nie zmienię się dla jednej osoby - powiedziałam i wyrwałam swoją rękę
- Nie mówię żebyś się zmieniała chce abyś wiedziała co myślę i co czuje do ciebie - stał bez ruchu i wpatrywał się we mnie - Mogę cię pocałować na wszelki wypadek jakbyśmy mieli się już nie spotkać - zapytał dość dziwne pytanie.
Pokiwałam głową na znak tak. Chciałam się przekonać czy coś do niego czuję. Nasze usta się złączyły. Zayn pocałował mnie nie pewnie odwzajemniłam pocałunek ale nie był namiętny. Poczułam motyle w brzuchu i rozluźniłam się czułam że Zayn to zauważył i pocałował mnie jeszcze raz z wielkim uczuciem. Oderwałam się od niego i wtuliłam się w jego tors. Usłyszałam że ktoś klaszcze odwróciłam się i zauważyłam resztę chłopaków którzy stali z grupką dziewczyn chyba fankami. Mulat przytulił mnie mocno, czułam się przy nim bezpiecznie i chciałam aby ta chwila trwała wiecznie.
Pożegnałam się ze wszystkimi a z Zayn'em postanowiłam się spotkać jutro chcieliśmy pogadać o wszystkich sprawach i rzeczach które się wydarzyły u niego w domu.