"Jednego dnia przepraszasz mnie i mówisz, że zachowałeś się jak dupek. Drugiego doskonale utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nim jesteś. Boję się zasnąć, bo nie wiem co przyniesie mi trzeci dzień."
poniedziałek, 18 lutego 2013
- 12 -
Otworzyłam oczy i od razu się uśmiechnęłam. Odwróciłam się na drugi bok żeby zobaczyć czy Lou jeszcze śpi. Zamiast niego zastałam stojącą kartkę " MUSIAŁEM WRACAĆ DO DOMU W KUCHNI MASZ ŚNIADANIE LOU " i znów na mojej twarzy zagościł szeroki śmiech. Wygrzebałam się z łóżka ubrałam pierwszą lepszą koszulkę, jakieś spodenki a włosy spięłam w koka który wyglądał jak gniazdo dla ptaków. Zeszłam do kuchni a na stole stał talerz z kanapkami - uh jaki romantyczny - pomyślałam i się zaśmiałam. Zaczęłam jeść bo byłam strasznie głodna. Wszystkie kanapki znikły i pobiegłam się ogarnąć bo przypomniało mi się że jest poniedziałek i trzeba iść do szkoły. Dobrze że mieliśmy na 10.50, miałam trochę czasu. Szybko wygrzebałam ubrania z szafy i pobiegłam do łazienki zrobić makijaż i ułożyć włosy.
Dochodziła 10 a ja jeszcze musiałam dojechać do miasteczka w którym mieszkałam. Wybiegłam z domu zamykając go i ubierając na siebie kurtkę. Zmęczona zdążyłam na pierwszy autobus który tam jechał. Usiadłam na wolnym miejscu i włożyłam słuchawki do uszu.
Zdążyłam na czas nauczyciela jeszcze nie było w klasie ale dzwonek zadzwonił 5 minut temu. Wszyscy siedzieli w przekonaniu że coś się stało babce od francuskiego i dobrze myśleli. Do klasy wszedł dyrektor szkoły i powiedział że mamy iść do biblioteki bo pani miała wypadek i wylądowała w szpitali. Cała klasa się ucieszyła bo to jedyna baba której nikt nie lubi. Weszliśmy do biblioteki i okazało się że jest tam wywiad jakiegoś zespołu i mamy siedzieć po cichu i nie wchodzić na górę. Usiadłam pod ścianą i wyciągnęłam telefon miałam jedną nieodebraną wiadomość od Louis'a. Treść była krótka " JESTEM U CIEBIE W SZKOLE ". Od razu kiedy to przeczytałam wiedziałam jaki zespół jest na górze i ma wywiad. Lekko się uśmiechnęłam. Godzina zleciała szybko, a tak że ten wywiad trwał godzinę. Było słychać o czym rozmawiają One Direction miało sponsorować tę szkołę. Zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli pchać się ku drzwiom. Ja jak normalny człowiek poczekałam aż wszyscy wyjdą i wstałam ze swojego miejsca kierując się ku wyjściu z biblioteki. Ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się ku tej osobie i zauważyłam cieszącego się od ucha do ucha Louis'a a za nim resztę gromady. Ucieszyłam się że zastałam ich tutaj bo gdyby wyszli i zaczęli ze mną rozmawiać nie miałabym spokoju w tym budynku. Wszyscy by szeptali i mówili nie wiadomo jakie rzeczy na mój temat. Przytuliłam Lou i zaraz po nim resztę.
- To co jedziesz z nami do domu - zapytał Hazza
- Chciałabym ale dość że nie mieliśmy jednej lekcji to godzinę temu dopiero przyszłam do szkoły i dyrektor by zaś dzwonił do rodziców że sobie wychodzę ze szkoły jak chce i o której chce więc przykro mi ale nie tym razem - uśmiechnęłam się - może jeszcze się zobaczymy tutaj to wtedy nad tym pomyślę - dokończyłam
- Szkoda pojechalibyśmy coś zjeść - powiedział ucieszony Niall
- Chodźcie już bo jeszcze mamy ten głupi wywiad - wtrącił Zayn który chyba się nie cieszył na mój widok
- No idziemy - powiedzieli chórem
Chciałam już iść do klasy w której mieliśmy kolejną lekcję ale Louis mnie zatrzymał
- Dziękuje za wczoraj - uśmiechnął się i dał buziaka
- Ja też dziękuję - odwzajemniłam uśmiech
- Przyjadę po ciebie jak skończysz lekcję - powiedział i pobiegł do reszty bo go już wołali
Z szerokim uśmiechem na twarzy poszłam pod klasę. Chciałam sobie usiąść na ławce ale zadzwonił dzwonek i nauczyciel od razu pojawił się otwierając nam drzwi. Zajęliśmy miejsca w swoich ławkach i o dziwo nie siedziałam sama usiadła ze mną jakaś blondynka której nigdy w tej szkole nie widziałam a może dlatego że dawno mnie tu nie było, to był pierwszy dzień od tygodnia. Lekcja minęła błyskawicznie szybko nawet nie zdążyłam wyciągnąć książek z mojej torby, a moja nowa znajoma z ławki okazała się być nawet miła. Wyszłyśmy z klasy i poszłyśmy na salę gimnastyczną cały czas rozmawiając.
Wyjazd i przeprowadzka do Londynu dobrze mi zrobiła, umiem dogadać się z innymi ale tylko z tymi osobami z którymi chcę się dogadać. Zmieniło się też to że przestałam palić - poprosił mnie o to Lou.
Przebrałyśmy się w identyczne stroje tylko że ja swoją koszulkę zdążyłam już przerobić. Miała ona napis na tyle THE TIME IS STOPPING FOR DEAD PERSONS. Madison bo tak miała na imię blondynka wydawała się być spokojna ale się przeliczyłam co do niej. Była bardziej rąbnięta ode mnie. Miała ubraną bluzkę z długim rękawem ale zdążyłam zauważyć na jej nadgarstku zegarek z One Direction.
- Jesteś fanką - zapytałam jej
Chyba nie wiedziała o czym mówię więc podciągnęłam jej rękaw od bluzy
- Ach no tak - uśmiechnęła się - marze o tym aby ich spotkać i chociaż na chwilę pogadać z nimi - dokończyła
- Twoje marzenia da się spełnić - powiedziałam
- Hah ciekawe ja - zapytała mnie - nie wiadomo gdzie teraz są co robią i jaki mają adres zamieszkania - tłumaczyła
- Teraz siedzą w aucie i jadą na wywiad, gadają o rzeczach których nikt nie rozumie - uśmiechałam się od ucha do ucha a Madi patrzyła na mnie jak na głupią - nie patrz się tak na mnie bo nawet wiem gdzie mieszkają i jak są teraz ubrani - wzruszyłam ramionami
- Ta a niby skąd to wiesz jesteś jasnowidzem - widać było że mi nie wierzy
- No dobra nie wierzysz mi ale powiedz który ci się najbardziej podoba to może dam ci nr - ruszyłam zabawnie brwią a ona się roześmiała
- No dobra najbardziej to chyba Lou i Zayn - powiedziała
Boziu dlaczego oni, nie może być to na przykład Harry przecież tyle nastolatek na niego leci ale nie ona musi mieć takie same poglądy jak ja. Nie mogę przecież dać jej numeru do Lou bo i tak jej nie odpisze za dobrze go znam, a Zayn pobawi się nią i odstawi na bok. Żeby z nim być w związku który trwa dłużej niż 2 tygodnie to naprawdę trzeba mieć mocne nerwy a Madison na taką nie wyglądała, bardziej wydawała się być bardzo wrażliwa i można było by ją urazić najmniejszym słowem.
- Ok nie dam ci numeru ale po szkole pojedziesz do mnie i zobaczymy co da się zrobić - uśmiechnęłam się i w tej chwili zadzwonił dzwonek.
Weszłyśmy na salę na której znajdowała się tylko nasza klasa. Najpierw zrobiliśmy wszyscy rozgrzewkę a potem była lekko atletyka. Przewroty w przód, tył, stanie na rękach i takie paści.
Kolejne lekcje minęły bardzo szybko. Chciałam zrobić niespodziankę Madi bo nie wierzyła mi że ich znam. Ostatnia lekcja dobiegła końca a my wybiegłyśmy zadowolone ze szkoły. Rozejrzałam się dookoła siebie żeby zobaczyć gdzie znajduje się auto Louis'a ale nigdzie go nie widziałam.
- Co się tak rozglądasz chodźmy na autobus bo jak się nie mylę to musimy dojechać aż do Londynu - zaczęła ciągnąć moją rękę
- No coś ty, chciałaś wracać autobusem - zapytałam patrząc na nią z wielkimi oczami
- No a czym prawka jeszcze nie masz - uśmiechnęła się
- No nie mam ale Louis miał przyjechać po mnie - zaśmiałam się
- Nie rób sobie ze mnie jaj - udała obrażoną
Moja torba zaczęła wibrować, wyciągnęłam telefon z torebki a na wyświetlaczu pojawił się Lou.
- No gdzieś ty jest - zapytał z wyrzutem
- Ja gdzie jestem to ciebie nie ma - zaczęłam się śmiać a Madi tylko zrobiła wielkie oczy
- Ja jestem za szkołą chyba nie chciałaś żeby wszyscy nas widzieli - też się śmiał
- Już biegnę do ciebie a i jeszcze koleżanka - powiedziałam i się rozłączyłam
Pociągnęłam moją towarzyszkę za rękę i zaprowadziłam za szkołę. Zaczęłam się śmiać gdy zobaczyłam jej minę na widok samego Louis'a Tomlinson'a. Na jej twarzy zagościł wielki uśmiech. Louis wyszedł z auta, przedstawiłam ich sobie a on z udawaną powagą ucałował jej rękę, chciał być dżentelmenem i otworzył tylne drzwi aby mogła usiąść na swoim miejscu. To samo zrobił z moimi tylko że ja zaczęłam się śmiać.
Droga minęła strasznie szybko. Nie było okazji żeby któreś z nas siedziało cicho i nie udzielało się w rozmowie. Madi nie wyglądała na jakąś walniętą fankę która czekała tylko na tą okazje. Nie piszczała na jego widok była wręcz opanowana. Dojechaliśmy pod mój dom. Przegnałam się z Lou i obiecałam że dziś wpadnę do nich razem z Madison. Weszłyśmy do domu głośno się śmiejąc nawet nie wiedząc z czego.
- I co mówiłam że znam - pokazałam jej język - następnym razem wiedz że ja nigdy nie kłamię - uśmiechnęłam się
- No dobra nie wierzyłam ci ale kto by uwierzył - opadła zmęczona na kanapę. Poszłam do kuchni przygotować jakieś jedzenie. Zajrzałam do piekarnika a w środku był przepyszny obiad. - Mama mnie kocha - pomyślałam i lekko się uśmiechnęłam. Nałożyłam na talerze przygotowany posiłek i wróciłam do salonu. Madison stała przy półce ze zdjęciami. Odłożyłam talerze a ona się przestraszyła.
- Przepraszam - odłożyła szybko zdjęcie i usiadła na swoim miejscu.
- Przecież nic się nie stało - zaśmiałam się
Ta dziewczyna była strasznie skromna przepraszała za najmniejsze wykonane błędy ze swojej strony nawet na takie nie zauważalne, ale przecież każdy jest ciekawy i chce obejrzeć zdjęcia swoich znajomych, chce się pośmiać z nich jak byli dziećmi.
- Ty to ugotowałaś - zapytała zdziwiona
-Ta na pewno chyba w śnie - wybuchnęłyśmy śmiechem.
Obiad zjadłyśmy w ciszy ale w ciszy która cieszyła. Z uśmiechem na twarzy wzięłam ostatniego gryza i popatrzyłam na dziewczynę czy już zjadła ale ona chyba nawet się tego nie chwyciła
- Nie smakuje ci - zapytałam ją zrobiło mi się przykro
- Nie, oczywiście że smakuje ale zawsze moja mama robiła to na obiad w poniedziałki a teraz nawet nie wiem czy żyje - powiedziała ze łzami w oczach
- Jak chcesz zrobię ci coś innego - zaproponowałam
- Nie, nie wygłupiaj się zjem - uśmiechnęła się prawie nie zauważalnie
Już wiedziałam dlaczego jest taka ostrożna w poznawaniu ludzi, dlaczego przeprasza na każdym sowim kroku, dlaczego jest taka zamknięta dla obcych. Zanim zdążyłam się obrócić jej talerz był pusty. Zaniosłam oba naczynia do kuchni i wsadziłam do zmywarki. Wzięłam torbę do swojego pokoju, rozpakowałam książki i położyłam się na łóżku, Madi zrobiła to samo. Zaczęłyśmy się śmiać z mojego sufitu dopiero teraz zauważyłam że jest taki krzywy, nigdy na niego nie patrzyłam i nawet nie wiedziałam że może tak okropnie wyglądać.
Jej telefon zaczął dzwonić więc odebrała okazało się że dzwoni jej ojciec i pyta się gdzie jest. Powiedziała mu że zostaje dziś u mnie na noc i że ma wszystkie potrzebne książki i przebranie na jutro, tak na prawdę to książki miała a cuchy pożyczę jej ja.
Zbliżała się 17.00 i postanowiłyśmy że pójdziemy odwiedzić nasze gwiazdki które siedzą w domu i nic nie robią. Wygrzebałam ciuchy dla Madison a sama wybrałam coś dla siebie. Gotowe wyszłyśmy na zewnątrz i pokierowałyśmy się w stronę ich domu. Tak na prawdę to będę pierwszy raz u nich w mieszkaniu i boje się co tam zobaczę, przedtem mieszkali wszyscy osobno chyba Lou i Hazza jedynie razem.
Stałyśmy już przed ich wielką willą kiedy Madi zaczęła się strasznie denerwować może dlatego że spotka swoich idoli choć na widok Louis'a była spokojna.
Zapukałam na drzwi i po sekundzie otworzył nam ucieszony Harry ale tuż po chwili jego mina się zmieniła i chyba już się nie cieszył na nasz widok.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz