piątek, 7 grudnia 2012

-3-



          Obudził mnie dzwoniący budzik. Niechętnie sięgnęłam sięgnęłam ręką po telefon i wyłączyłam budzik. Przykryłam się kołdrą i postanowiłam że nie pójdę do szkoły a Matt'a ktoś zawiezie do przeczkola. Nie upłynęło 15 minut i rozległo się pukanie do moich drzwi.
- Śpię... nie wchodzić - prawie krzyknęłam ale zagłuszyło to poduszka na której leżałam.
Drzwi do pokoju otworzyły się. 
- Boże znowu on - pomyślałam w myślach 
Do pokoju wszedł ciemny chłopak którego wogóle nie znałam i nawet nie wiem jak ma na imię, może mi się przedstawiła ale zapomniałam. Usiadł na moim łóżku i milczał. Nie zwracałam na niego uwagi tak jak wtedy w parku. Nie miałam z nim tematów do rozmowy, no bo o czym z nim mogłabym rozmawiać ? o tym jaka jest pogoda albo, nie ma albo tylko o tym jaka jest pogoda. Zero tematów do żeby z nim pogadać. 
- Nie idziesz do szkoły - zapytał 
- Nie - wydukałam
- Czemu ? coś nie tak - znów zadał pytanie na które nie miałam siły odpowiedzieć
- Yhym - tylko na tyle było mnie stać nawet nie wiem o co mnie zapytał 
- Yhym czyli? - kolejne beznadziejne pytanie z jego strony
- Człowieku czy ty nigdy nie odpuścisz ? - zapytałam go podnosząc głowę
- Narazie nie mam zamiaru odpuszczać - powiedział
- To radze ci to zrobić, a teraz wyjdź - pokazałam palcem na drzwi
- Wyjdę tylko z tobą - uśmiechnął się 
Boże co innego miałam zrobić ten człowiek nie chciał odpuścić naprawdę dziwny.. 
- No dobra pójdę ale pierwsze muszę się przebrać - powiedziałam i ruszyłam w stronę garderoby.
Wybrałam ciuchy w których miałam zamiar iść do tej beznadziejnej szkoły i poszłam do łazięki wziąć poranną toaletę. Ubrałam się zrobiłam ciemniejszy makijaż taki żeby pasował do ubioru i zrobiłam wysokiego kucyka jak zawsze. Na dworze o dziwo tak jak i wczoraj było dosyć ciepło. Wyszłam z łazięki i stanęłam przed chłopakiem który nadal siedział na moim nie pościelonym łóżku i wpatrywał się we mnie jakbym była jakaś inna ale pomińmy to.
- No to chodźmy - powiedziałam od niechcenia - a tak wogóle jak masz na imię bo jakoś muszę się do ciebie zwracać ? - zapytałam go 
- Ach tak ty nie wiesz - powiedział 
- Czego mam nie wiedzieć może wiem powiedz mi - domagałam się aby mi powiedział to czego niby nie wiem 
- No więc jestem członkiem jednego ze sławniejszych Boysbandów - odpowiedział mi - A tak to jestem Zayn 
Zrobiłam minę typu wtf bo nie nie wiedziałam o jakim zespole on mówi ale niech mu będzie.
- A ty zdradzisz swoje imię - zapytał 
- Ashley - powiedziałam obojętnie
Przepuścił mnie w drzwiach i poszliśmy obaj do kuchni zjeść śniadanie. Usiadłam na krześle przy stole i wzięłam jabłko bo nie lubię się przejadać z rana. Zayn zjadł dwie kromki z czymś co śmierdziało i poszedł się ubrać w coś do wyjścia.
Nie było go jakieś 20 minut ale jak już wrócił było widać że dobry gust i zna się na modzie i te jego perfumy były cudowne. 
- To jedziemy autem bo nie pójdziemy chyba na nogach - powiedział 
- No dobra ale szybko bo mam 15 minut i znów się spóźnię - popędzałam go
- Nie spóźnisz się bo i tak nie będziesz mieć dziś lekcji - uśmiechnął się do mnie i popatrzył mi się w oczy, nie mogłam oderwać wzroku od niego czułam że nie mam władzy nad moim ciałem ale w końcu ogarnęłam się i wyszłam z domu. Wsiedliśmy obaj do auta całą drogę milczałam nie chciałam się skompromitować kolejny raz. Dojechaliśmy pod moją szkołę i wyszłam z auta. Szybszym krokiem szłam do szkoły żeby nikt nie zauważył że wyszłam z tego całego auta. Niestety nie udało mi się chłopak podbiegł do mnie i szedł koło mnie krok w krok. Irytowało mnie to że każdy się na mnie gapił doszliśmy do sali gimnastycznej gdzie znajdowało się już naprawdę dużo ludzi. Chciałam usiąść na ławce tam gdzie było miejsce ale Zayn pociągnął mnie za rękę i prowadził mnie tam gdzie wisiała niebieska kutyna. Weszliśmy za nią gdzie znajdowało się naprawdę dużo osób, przeszliśmy przez największy tłum i znaleźliśmy się w "Garderobie" w której znajdowało się jeszcze czterech chłopaków.
- No siema gdzieś ty był tyle czasu - zapytał go taki w lokach
- Byłem w domu i miałem mały problem - powiedział 
- Jaki problem chyy - zapytał go blondasek 
Zayn znów mnie pociągnął tak że stałam przed nim a reszta gapiła się we mnie, było to krępujące.
- No nieźle Zayn w końcu znalazłeś sobie jakąś laskę - powiedział taki jakiś dziwny chłopak w koszulkę w paski
- O nie, nie to nie jest mój chłopak ja go nawet nie znam i co to jest za szopka może mi ktoś wytłumaczyć co się dzieje w mojej szkole - powiedziałam z podniesionym tonem
- Spokojnie mała - znów wziął głos ten w paski 
- Jaka mała gościu popatrz się na siebie ty też nie jesteś za wielki - powiedziałam a on troszkę się speszył a jego koledzy zaczęli komentować  -" stary baba cie zgnoiła " " jakie upokożenie "
- Ej spokój - wtrącił się Zayn - Myślałem że będziecie normalni po prostu chciałem wam przedstawić Ashley - pokazał na mnie - a wy zachowujecie się jak skończeni idioci - skarcił ich a ja siedziałam cicho tylko się uśmiechnęłam że ktoś wkońcu stanął w mojej obronie. Prawdziwy dżentelmen <haha>.
- Za 5 minut wchodzicie - zawołała jakaś kobietka  
- Przepraszam cie Ashley ale muszę już lecieć usiądź gdzieś na widowni i poczekaj na mnie potem cie zwolnię i pojedziemy coś zjeść - powiedział i puścił mi oczko 
Boże co on sobie myśli że polecę na jego zabójczy uśmiech i piękne oczy ? Myli się nie jara mnie takie coś, no może trochę. Usiadłam na trybunach tak jak mi kazał i przyglądałam się całej tej akcji bo nie miałam pojęcia o co chodzi. Wszystkie dziewczyny wydzierały się i wołały coś typu " One coś tam" nie wiem ale ja nie znam tego zespołu. Po 5 minutach tak jak mówiła ta baba pojawili się na podeście który stał na środku sali a one zaczęły jeszcze bardziej kwiczeć. Zaczęli coś mówić że są ty dlatego że nasz wspaniały nauczyciel zaproponował im koncert charytatywny w którym przeznaczą pieniądze na czyjeś tam leczenie. Zaczęli śpiewać, jak można nazwać to śpiewaniem a tłumy które siedziały za mną dołączyły do nich w refrenie.
Cała ta szopka trwała 2 godziny a potem jak Zayn obiecał zwolnił mnie z reszty lekcji i poszliśmy do restauracji z tą całą resztą tego zespołu.


--------------------------------------------

No to kolejny rozdział :D
podoba się bo mi niezbyt 
wogóle nie ma sensu i jest nudny 
Ale bardzo was proszę o komentarze 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

-2-



       Tego dnia jakoś dziwnie byłam wyspana, nie czułam zmęczenia. Wiedziałam że jest coś nie tak bo jeszcze nigdy w poniedziałki takie coś mi się nie zdarzyło. Spojrzałam na zegarek 10.48 o kużwa zaspałam. Szybko wstałam z łóżka, poleciałam do łazienki troche sie ogarnąć włosy spiełam w wysokiego kucyka i poszłam wybrać jakieś ciuchy. Szybko przebrałam się i zleciałam na dół do kuchni. Wzięłam jabłko i ubrałam buty. Szybkim krokiem szłam do szkoły już po 20 minutach byłam na miejscu weszłam do szkoły i pobiegłam do klasy w której miałam lekcje. Musiałam wybiec na 3 piętro. Dlaczego w tej szkole nie ma windy... Weszłam do klasy 28 i nastąpiła cisza.
- Pani Colder przychodzi jak typowy dyrektor jakiejś firmy na taką godzine jaką chce - powiedziała ta wredna baba od Francuskiego - Czy nigdy nie uczyli panią że najważniejsza jest punktualność  ? - zaś jej twarz się otworzył.
- Widzi pani jednak mnie nie uczyli - powiedziałam - i jakby pani mogła się przesunąć bo chce usiąść w ławce tak jakoś rozbolały mnie nogi - ominęłam ją i usiadłam na swoje miejsce
Lekcja jak zawsze nudna myślałam że zabije sie o ściane. Cały czas pieprzyła coś po Francusku i zadawała daremne pytania które i tak nikt nie rozumiał tylko jedna taka nawet nie pamiętam ja ma na imie. Nareszcie zadzwonił dzwonek wszyscy wyszli w jak najszybszym tępie z klasy i jak zwykle ta jędza musiała mnie zatrzymać
- Chwileczke Ashley poczekaj - powiedziała tym prze uroczym głosikiem 
Yhy zaczyna sie zaś będzie prawić mi kazanie ze jak to można spóźnić się do szkoły że kiedyś wyląduje na ulicy i będę zamiatać park.
- Słucham - powiedziałam
- Czemu znów spóźniłaś się na lekcje, dość że miałaś na 9 do szkoły to jeszcze sie spóźniłaś będę musiała zadzwonić do twoich rodziców - powiedziała stanowczo
- A niech pani sobie dzwoni i tak sie tym nie przejmą, nie interesuje ich to cy chodze do szkoły czy wagaruje - powiedziałam obojętnie i chciałam wyjść
- Ashley czy masz jakieś problemy - zapytała 
- Nie mam żadnych problemów a nawet jakbym miała co pani do tego, kim pani niby jest, zwykłą nauczycielką która nie ma żadnych praw wobec ucznia i niech pani przestanie prawić mi kazań bo to i tak nic nie da żyje tak jak ja chce a nie tak jak mi inni kazują - Nauczycielce zaczęły lecieć łzy z oczu więc wyszłam z klasy i trzasnęłam drzwiami
Nie chciałam siedzieć na reszcie nudnych lekcjach więc poszłam na stadion usiadłam na trybunach. Odpaliłam papierosa i mocną się zaciągłam czułam jak całe moje wnętrze przechodzi miły dreszcz. Siedziałam jeszcze chwilę i miałam już wstawać kiedy dzonek mojego telefonu zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz numer nieznany. Odebrałam 
- Halo 
- Ashley - zapytał męski głos 
- tak a kto mówi - odpowiedziałam 
- Jestem znajomym twojego taty, pracuje razem z nim i mam ci przekazać że obaj twoi rodzice wyjechali w sprawie pracy i kazali cie poinformować żebyś spakowała siebie i swojego brata i macie się przeproadzić tymczasowo do mnie - powiedział mi to co kazali mu rodzice 
- Ale po co przecież ja sobie dam rade Matt może jechać do pana ale ja nie musze jestem dorosła i nigdzie sie nie ruszam z domu - powiedziałam podniesionym tonem 
- Prosze cie uspokój się ja robie to tylko i wyłącznie dla twojego taty i dla waszego bezpieczeństwa więc zrób to o co cie prosze i przyjedz do mojego domu czekam na ciebie - powiedział i rozłączym się 
Zajebiście teraz jeszcze musze mieszkać z jakimś gościem którego znam tylko imie i wiem jak wygląda. Poszłam do przeczkola do którego uczęszczał Matt odebrałam go, oczywiście wredne opiekunki nie wierzyły mi że jestem jego siostrą i jakieś 30 minut przegadywały się ze mną że nie moge go odebać jak nie mam ukończonych 18 lat. Tak jak zawsze wyszło na moje i wzięłam Matt'a. Po 40 minutach byliśmy w domu bo to dziecko chciało iść jeszcze coś zjeść. Weszliśmy do domu zamknęłam drzwi i kazałam iśćmu się spakować jak na razie tylko na tydzień. Sama poszłam do swojego pokoju, wyciągnęłam  jakąś większą torbe spakowałam do niej tyle ciuchów ile sie zmieściło wzięłam wszystkie moje kosmetyki i przebrałam się w jakieś ciuchy które wpadły mi w ręce. Zeszłam na dół już gotowa poszłam do kuchni na lodówce wisiała kartka 
-Kochana Ashley-
Wiem że to czytasz i chcę cie bardzo przeprosić za to że nie powiedziałam ci tego wczoraj ale tak się stało że nie było okazji. Chciałam cię tylko poinformować że będziecie mieszkać tym czasowo u Ben'a. Jest ona naprawde wspaniałym człowiekiem razem z tatą znamy go bardzo długo więc dlatego postanowiliśmy że będziecie mieszkać u niego. Spakuj się prosze i pomóż też Matt'owi. 
Jeszcze raz bardzo cię przepraszam 
-Mama-

Dlaczego nie możecie być normalnymi rodzicami, takimi którzy bardziej przejmują się własnymi dziećmi niż pracą - Powiedziałam pół szeptem
- Ashley czemu nie ma mamy ani taty - Matt przyszedł do mnie i sie przytulił 
Pierwszy raz zrobił coś takiego a wtedy we mnie coś pękł
- Nie wiem dlaczego, pojechali w sprawie pracy - powedziałam prawie płacząc 
Pomogłam dopakować sie Matt'owi, wziął on swojego miśka i zeszliśmy razem na dół. Przepuściłam go w drzwiach i wyszłam od razu za nim zamykając je. Zamówiłam taksówkę bo nie chciało mi sie iść na nogach. Czekaliśmy n nią 10 minut, kiedy przyjechała podałam jej adres i zawiozła nas tam w około 15 minutach. Zapłaciłam kierowcy i porzegnałam sie z nim. Zadzwoniłam na domofon który był przed bramą a dom wyglądał tak :  
Usłyszałam znany głos mężczyzny który mówi w domofonie 
- Dzień dobry to my - powiedziałam obojętnie
- Prosze wchodzcię - powiedział miłym głosem 
Brama zaczęła się otwierać a ja razem z bratem weszliśmy do środka. Stanęliśmy przed drzwiami i czekaliśmy aż ktoś nam je otworzy. W końcu przyszedł Ben i nam je otworzył. Pokazał nam swoje pokoje i kazał się rozgościć. Weszłam do niego i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Pokój był wielki w kolorach czerwieni i jasnego popielu ciemne meble idealnie pasowały do wielkiego łóżka i koloru ścian. W pomieszczeniu znajdowało się troje drzwi. Jedne wejściowe drugie wiadomo że do łazienki a trzecie gdy otworzyłam doznałam szoku wielka garderoba a w dodatku wypełniona ubraniami i wszystkie idealnie pasowały na mnie. Nie mogłam powstrzymać się od wyznawania szczęścia. Postanowiłam rozpakować także i moje ciuchy które z ledwością zmieściły się na półki. Wzięłam pierwsze lepsze rzeczy i poszłam wziąść szybki prysznic. Łazienka też była wspaniała. Płytki koloru czarnego i wstawki czerwonego wspaniale. Okąpałam się szybko i przebrałam się w dresowe spodnie i do tego założyłam czarną bokserke. Zeszłam na dół do kuchni żeby przygotować sobie i Matt'owi kolacje a tam był ten gość z którym się widziałam wczoraj w parku, odrazu się we mnie zagotowało
- O cześc to ty z parku - powiedział szeroko uśmiechając się 
- No ja a to takie straszne, niestety od dziś będziemy razem mieszkać  - powiedziałam niezbyt zadowolona 
- To super poznasz moich kumpli jutro wpadną - nadal się uśmiechał 
- yhym - odpowiedziałam mu tylko tyle 
Jaki on był przystojny poprostu ciacho. Ciemna karnacja nie wygląda na grzecznego pare tatuaży na ręcei ten zabójczy uśmiech i jego czekoladowe oczy. Mmmmmm. 
Przygotowałam sobie i bratu kromki i poszłam je jemu znieść. Weszłam do pokoju jak on słodko spał taki malutki bezbronny chłopczyk.. Boże co ja mówie przecież to dzieciak który zawsze mi dokucza. Poszłam do swojego pokoju, zjadłam dwie kromki i poszłam spać.


-------------------------------

No to tyle troche dłuższy bo miałam wene 
Następny może za tydzień ale nie obiecuje